Zimowe leszcze na lekki feeder

Dla każdego zapalonego spławikowca zima doskonały moment, by zaprzyjaźnić się z innymi technikami połowu białorybu. Tym razem nad Kanał Żerański wybrałem się z feederem. Cel? Ostrożne i bardzo waleczne o tej porze roku leszcze.

 

Na krótką sesję przygotowałem dwie wędki . Pierwsza z nich, 2-funtowa karpiówka z kołowrotkiem klasy 6000 i żyłką 0,26mm miała posłużyć do nęcenia. Drugą był klasyczny 3-metrowy feeder z delikatną szczytówką o wartości jednej uncji. Na kołowrotek nawinąłem żyłkę 0,18mm, ukierunkowaną pod gruntowe techniki połowu.

Zestaw, który zastosowałem był bardzo prosty. Na żyłce głównej umieściłem przelotowo koszyczek. Poniżej znajdował się 20 cm odcinek żyłki ze skręconą petlą. Taki układ sprawia, że nasz zestaw nie plącze się podczas rzutów. Na końcu znajdował się przypon długości 50 cm z żyłki 0,11mm i haczykiem numer 18.

 

Do łowienia przygotowałem dwie paczki ziemi „Górka” oraz ok. 200 gram zanęty Sensas Lake. Przed łowieniem ziemię nieco przesuszyłem, aby szybko i sprawnie wydobywała sie z mojego koszyka. Spożywkę przed zmieszaniem z ziemią przesiałem na drobnym 2-milimetrowym sicie. Nie chciałem, aby ryby zbyt szybko się nasyciły – zanęta miała spełniać jedynie funkcję wabiącą.  

Dodatkiem do mieszanki były topione czerwone pinki i czerwony jokers.

Na wstępne nęcenie zużyłem ok. 2 litrów mieszanki z niewielkim dodatkiem robaków. Pole nęcenia wyniosło ok 1mx1m.

W pierwszej godzinie na moim koncie znajdował się tylko niewielki jazgarz, ale z samego rana sensownych wyników nie osiągnął nikt z łowiących w pobliżu wędkarzy. Z czasem na szczytówce zaobserwowałem pierwsze mocniejsze brania – były jednak na tyle szybkie i gwałtowne, że trudno było mi trafić z odpowiednim momentem zacięcia.

 

Wreszcie, jedno z delikatnych przygięć szczytówki kończy się skutecznym zacięciem, a na drugim końcu wyczuwam przyjemny, pulsujący ciężar. Po krótkim holu na moje konto trafia przyzwoity leszcz, który połakomił się na kilka ochotek.

Chwilę później łowię kolejnego, niemal identycznego leszcza, a po nim – w przeciągu ok. godziny do podbieraka trafia pięć kolejnych sztuk.

Niestety, chwilę później w łowisku pojawiły się wszędobylskie okonie, które mocno utrudniały selekcję. Nie pomogły ani zmiany przynęty, ani próby łowienia obok zanęty – w trzeciej godzinie okonie zupełnie zdominowały zimowe łowisko, a moje konto podbudował już tylko jeden leszcz.

Sesja z feederem okazała się znakomitym odpoczynkiem od rutyny. Udało się złowić kilka fajnych ryb, a ja z uśmiechem mogłem wrócić do domu i zabrać się za wiązanie zestawów spławikowych. Choć kto wie… może wkrótce znów dam się namówić na wypad z feederem?

 

Tekst: ŁK

Zdjęcia: Radek Wysocki

Dodał: DF