Zalew Szymanowice z Grzegorzem Badawiką

 
Zalew Szymanowice będzie w tym roku areną walki o tytuł najlepszego wędkarza spławikowego w kraju. Na miesiąc przed tym wydarzeniem postanowiłem sprawdzić, czego mogą się spodziewać uczestnicy Mistrzostw Polski Seniorów.
 
 
Na wspólny wypad umówiłem się z Grzegorzem Badawiką, właścicielem firmy sport-fishing.pl, oficjalnego prszedstawiciela Tubertini w Polsce. Grzegorz jest jednocześnie zawodnikiem tutejszego okręgu, więc woda w Klimontowie nie ma przed nim żadnych tajemnic. Cieszyłem się na samą myśl - wreszcie mogłem zobaczyć jak w należyty sposób podejść do treningu na tak rybnej i technicznej wodzie.
 
Finezja w głowie. Nie w kotłach
 
Szymanowice z samego rana powitały nas wietrzną, pochmurną pogodą, ale na szczęście obyło się bez deszczu. Optymizmem nie napawało także nieregularne ciśnienie, które skakało od kilku dni. Pomimo to Grzegorz stwierdził, że na tym łowisku trzeba się naprawdę "postarać" by zejść o kiju. Zapewnił jednocześnie, że o ryby nie powinniśmy się martwić - w ostatnim czasie brania było co najmniej przyzwoite. Po wypakowaniu całego majdanu z samochodu zabraliśmy się za przygotowywanie glin i zanęt. Do jednego kotła powędrował kilogram zanęty Secret Clasic oraz taka sama dawka zanęty Turbo Classic, obie produkcji Marcela Van den Eynde. Wokół zapachniało bardzo przyjemnie, wybitnie płociowo. Grzesiek namoczył zanętę i pozostawił ją, aby "lekko doszła". Mieszanki nie wzbogacił żadnymi dodatkami. Chciał postawić na prostotę, utwierdzony w przekonaniu, że to nie skład, a sposób podania będzie tego dnia kluczowy. 
 
 
Drugi kocioł zapełniły 3 paczki gliny: 2 paczki argili "Górka" - jedna w kolorze czarnym, druga w kolorze brązowym i paczka ginki extra tego samego producenta. Grzegorz lekko dowilżył mieszankę i przetarł ją na drobnym sicie. Teraz wystarczyło mu tylko połączyć zawartość kotłów i dodać odrobinę kleju liant a coller.
 
Całość uzupełniła ćwiartka jokersa oraz, co ciekawe, parzona pinka. Z takiej mieszanki Grzegorz przygotował 15 kul wielkości pomarańczy plus dodatkowo 10 mocniej doklejonych kul z większą ilością jokersa. Kule te były mniejsze i przygotowane do podania za pomocą kubka zanętowego. Bohater artykułu miał jeszcze jednego asa w rękawie. Były nim gotowane konopie, przygotowane do strzelania z procy. 
 
Decydujące detale
 
Grzegorz długo zastanawiał się nad wyborem długości wędki. Ostatecznie zdecydował się nad 11,5 metrową tyczką. Wybór ten spowodowany był dużym wiatrem, ale również tym, że zamierzaliśmy złowić dużo ryb. A jak wiadomo krótsza wędka pozwala łowić szybciej. Kij Grzegorza doskonale nadawał się na trudne warunki - sztywny, a zarazem posiadający cienki blank - Tubertini Concept 8 Elite czekał na początek łowienia. Wewnątrz topu wciągnięty był amortyzator Tubertini Catch o średnicy 0,8 mm. Sam zestaw zbudowany na żyłce 0,10 mm i przyponie 0,85 mm posiadał bardzo ciekawy model spławika - PRO 116. Na pierwszy rzut oka jest to zwykły spławik kanałowy, ale nic bardziej mylnego! Spławik ten posiada otwór do przeciągania żyłki wewnątrz korpusu. Patent ten znany jest ze spławików karpiowych i tam ma swoje uzasadnienie. Ale w czym ma nam pomóc przy delikatnym łowieniu płoci? Grzegorz szybko mi to wytłumaczył. Często podczas finezyjnego łowienia mamy do czynienia z uszkodzonym oczkiem, które wypada albo odkleja się. W tym wypadku nie musimy się o to martwić. Żyłka przechodzi przez korpus, dzięki czemu nie napręża się niepotrzebnie i łatwiej bez obawy o uszkodzenie żyłki, możemy przesunąć spławik przy zmianie gruntu. Aby jeszcze bardziej uskutecznić wskaźnik brań na górną antenkę Grzegorz założył igielit. Dzięki temu przy przytrzymaniu korpusu spławika nie wynosi do góry. Czyż to nie prosty i genialny patent? Gramatura, którą wybrał Grzegorz to od 0,6 do 2 gram. Zdziwiła mnie tak duża rozpiętość, ale z czasem przekonałem się, że przy dobrym żerowaniu cięższe spławiki też okazują się przydatne. Przypon zawiązany na żyłce 0,085 mm uzupełniał haczyk z serii 1M RED w rozmiarze 18. Tak przygotowany sprzęt wystarczył, aby rozpocząć sesję. Po szybkim gruntowaniu, można było zaczynać wędkowanie.
 
Proca, proca i jeszcze raz proca
 
Do wody poleciała cała zawartość kuwety z dużymi kulami. "Pomarańczki" nie rozbily się o powierzchnię. Doleciały do dna i tam dopiero zaczęły pracować. Kolejna kuweta kulek powędrowała do wody dzięki charakterystycznemu żółtemu kubkowi, którego używał Grzegorz. Typowo włoska konstrukcja kubka pozwala pewnie umieścić w nim klasyczną, niewielką kulkę do nęcenia, a w razie potrzeby wydłużony kształt dopuszcza dołożenie "czegoś extra". Ten typ podajnika używany we Włoszech ma jeszcze jedną podstawową zaletę. Dzięki wysokim brzegom można podawać nim bardzo małe i lekkie kulki, jokersa, itp., bez obawy o jej wypadnięcie podczas wysuwania wędziska. Tuż po pierwszych kulach, na haku zameldowała się ochotka, podana dokładnie na styk z dnem. Wjazd wędki, wstawienie spławika. Ten ustawił się i czekamy na pierwsze branie. W międzyczasie do wody powędrowała porcja konopi, podana za pomocą procy. To kolejny element, do którego Grzesiek jest przekonany. Uważa, że podawanie konopii nie odstrasza ryb na tym łowisku, a wręcz przeciwnie. W jego opinii wraz z odpowiednim podaniem towaru, dodanie czarnych ziarenek powoduje zwiększenie średniej wielkości łowionych ryb.
 
 
Po kilku minutach na haku melduje się pierwsza płoć. Nie jest zbyt wielka, ale cieszy oczy, bo wzięła szybko i pewnie. Kolejne ryby pokazują się na haku, lecz biorą jeszcze wolno, bez spodziewanego tempa. Grzegorz cały czas systematycznie podaje w łowisku konopie. Widać, że stara się dostosować do początkowego spokojnego żerowania ryb i nie podaje zbyt wiele ziaren. Ryby powoli się rozkręcają i biorą coraz lepiej. Po kilkunastu minutach mój kompan decyduje się przejść na pinkę. Powód? Zakładanie ochotki zajmuje dużo czasu i w przypadku pustego brania trzeba ją szybko wymieniać. Grzesiek próbuje łowić na kilka pinek w różnych kolorach. Dochodzi jednak do wniosku, że pojedyncza czerwona pinka to idealna przynęta tego dnia. Mija godzina łowienia, a tempo wędkowania jest naprawdę dobre. Praktycznie każdy wyjazd kończy się braniem. Na początku drugiej godziny pojawia się jednak krótki przestój. Lekarstwem na ten problem okazuje się szybkie donęcenie dwoma kubkami wypełnionymi kulkami mieszanki wraz z jokersem. Zaraz po zanęceniu, zestaw ląduje w wodzie i tempo łowienia wraca do normy. Kolejne płocie pojawiają się w podbieraku. Co ważne, zmniejszyła się liczba małych ryb na rzecz większych płoci, których waga dochodziła nawet do 150 gram.
Kolejne godziny połowu przebiegały na równym odławianiu płoci w dobrym tempie. Rytm był łatwy do utrzymania, ponieważ systematycznie przy każdym osłabieniu brań, kulka lub dwie mieszanki wraz z jokersem powodowały szybki powrót dobrego żerowania.
 
Podsumowanie
 
Całą sesję zakończyliśmy po 3,5 godziny. Ciekaw byłem, ile złowił Grzesiek. Ze wzlędu na zmienną wielkość ryb trudno było oszacować wynik przed wyjęciem siatki. Widać było, że taktyka Grześka dała widoczne efekty w postaci pełnej siatki ryb. Okazało się, że do skutecznego łowienia na Szymanowicach potrzebna jest przede wszystkim cierpliwość, konsekwencja i prostota. Tak właśnie łowił Grzegorz - nie kombinował, użył prostej mieszanki, nieskomplikowanych zestawów i przygotował dość solidny towar, który pracował dopiero na dnie.
 
 
Po zrobieniu zdjęć i wypuszczeniu ryb do wody, usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy dyskutować na temat wniosków z treningu. Przede wszystkim mocno doklejona zanęta pozwalała przytrzymać przy dnie większą płoć, przez co łatwiej i szybciej można było zbudować dobry wynik. Kolejnym tematem była przynęta, którą była pinka pozwalająca łowić szybko bez zmieniania przynęty przy każdym holu ryby. I najważniejsze - duże gramatury spławików nawet do 2 gram, które pozwalały łowić szybko i stabilnie w trudnych warunkach. Według mnie to właśnie pójście w kierunku szybkiego, mocnego łowienia na w miarę ciężkie zestawy, podparte strzelaniem konopiami jest tutejszą receptą na sukces. Kto i w jaki sposób wykorzysta te zasady podczas Mistrzostw Polski przekonamy się niebawem.
 
Tekst i zdjęcia: ŁK
Dodał: DF