Wywiad z Yury Siptsovem

 

Yury, jesteś aktualnym Mistrzem Świata. To wielka rzecz, gratulujemy! Opowiedz jak zdobywałeś tytuł w Słowenii.

 

Bardzo dziękuję! Na początku podkreślę jednak, że miałem przewagę nad wieloma zawodnikami, ponieważ nie był to mój debiut na tym łowisku. W Słowenii startowałem już po raz trzeci (wcześniej na Mistrzostwach Europy i Klubowych Mistrzostwach Świata) i za każdym razem warunki były nieco inne. W tym roku, zarówno pierwszego jak i drugiego dnia udało mi się wylosować głębokie odcinki, gdzie nie brakowało dużych ryb. Wszystkie złowiłem na 13 metrową tyczkę i właśnie pod skrócony zestaw dopasowałem swoją strategię.

 

Na czym polegała owa strategia?

 

Poszliśmy va bank. Opierała się ona na podawaniu dużej ilości zanęty i robactwa. Przygotowywaliśmy 4 kilogramy suchej mieszanki, w skład której wchodziły: z 1 kg Sensasa Gros Gardons, 2 kg mocno kleistej zanęty River Allvega i 1 kg zanęty Carp Allvega. Do całości dodawaliśmy 200 gramów atraktora leszczowego tego samego producenta.

 

 

A co z gliną?

 

No właśnie, tutaj was zaskoczę. Nie używaliśmy typowej zawodniczej gliny. Podstawą była dla nas ciężka ziemia kopana, którą pozyskiwaliśmy z pola kapusty. Na każdą turę szykowaliśmy po 10 litrów takiej ziemi, która po przesianiu idealnie nadawała się do podawania robaków.

 

Jakie robaki i w jakich proporcjach podawaliście?

 

Podstawę stanowiły białe robaki, których szykowaliśmy po litr na turę. Do tego pół litra kastera, 0,7 litra gnojaków i 0,3 litra parzonych białych robaków.

 

Ile z tego leciało do wody na początek?

 

Z ręki rzucałem ok. 15 dużych kul mocno sklejonej zanęty. Z kubka podawałem 10 niewielkich kulek ziemi z ciętymi gnojakami (ok. pół litra) i parzakami. Na koniec podawałem kubkiem dwie średniej wielkości kulki klejonych białych robaków.

 

 

Co na haczyk?

 

W pierwszej godzinie zdecydowanie najlepsze były dwa czerwone robaki. Później, gdy brania słabły, dodawałem do gnojaka od 1 do 3 ochotek. W ostatniej godzinie brania były bardzo słabe i trzeba było sporo ryzykować, więc tam kombinowałem jak tylko się dało.

 

Wszystko brzmi bardzo prosto, ale na pewno o sukcesie decydowały niuanse. Zdradzisz nam jakie?

 

Tak, detale były bardzo ważne, a najważniejsze było dokładne nęcenie. Wyniki wskazują, że ryb było dużo, ale zepsute nęcenie od razu pozbawiało zawodnika szans na dobrą pozycję. Trzeba było nęcić możliwie dokładnie i tak samo łowić. Ze względu na głębokie łowisko bardzo ważne było lepienie idealnie okrągłych kul. Nierówne kule opadając często zmieniają trajektorię i rozpraszają ryby w łowisku. To duży błąd, który pogrążył wielu zawodników na głębokich sektorach.

 

Co jeszcze było ważne?

 

Gruntowanie. Na głębokim odcinku trudno było o miejsce idealne, ale należało pamiętać, by nie nęcić w pobliżu dużych kamieni. Należało znaleźć choćby niewielki odcinek płaskiego dna. Ważne było także pogrubianie ryb. W momencie, gdy w łowisku pojawiały się małe ryby i ukleje, trzeba było natychmiast donęcić kilkoma kulkami.

 

Wyselekcjonowanie największych ryb było możliwe?

 

Nie mam pewności, ale mam wrażenie, że nie. Jeśli pojawiały się brzany, branie następowało nagle, a później duże ryby znikały. Polowanie na nie było bezcelowe. Lepiej było szybko wrócić do odławiania cert i konsekwentnie budować wynik.

 

 

Yury, zmieńmy nieco temat. Chcieliśmy zapytać o specyfikę Waszego teamu. Rosyjscy wędkarze często osiągają wspaniałe wyniki indywidualnie, a rzadko sięgają po sukces zespołowy. Dlaczego tak się dzieje?

 

To prawda. Nasi zawodnicy prezentują bardzo nierówny poziom. Przyczyna jest jednak bardzo prosta – pieniądze. Cały budżet wyjazdów na wielkie imprezy opiera się na barkach zawodników i nie każdy może sobie pozwolić na intensywne treningi czy duże zaplecze sprzętowe.

 

Podczas MŚ na Kanale Żerańskim Yury także potrafił się dobrać do pięknych ryb

 

Miałeś okazję wędkować w naszym kraju. Jak Ci się podobał Kanał Żerański?

 

Startowałem tutaj dwukrotnie i muszę przyznać, że to bardzo specyficzna woda. Większość rosyjskich wędkarzy nie lubi technicznych łowisk i woli nastawiać się na złowienie pojedynczych dużych ryb. Gdy na zawodach biorą małe płocie, nie jest to dla nich wielka atrakcja. Podsumowując – to trudne, ale bardzo dobre i równe łowisko.

 

Znasz się z naszymi zawodnikami?

 

Jasne, znam ich dobrze i podczas zawodów mamy dobry kontakt. Najlepiej kojarzę Grzegorza Mazurczaka, Wiktora Walczaka i Adama Niemca z Trapera.

 

 

Ciekawi nas jak wyglądają zawody w Rosji? Gdzie łowicie najczęściej?

 

Na szczęście w Rosji mamy mnóstwo rzek, jezior i stawów, na których możemy łowić niemal wszystkie popularne ryby. Nie brakuje także stawów hodowlanych z karpiami. Minusem jest jednak krótki sezon, który trwa około sześciu miesięcy. Wędkarze z cieplejszych regionów Europy mogą trenować niemal cały rok.

 

Na Twoich profilu na Facebooku widziałem, że często sięgasz po inne techniki wędkarskie. Która jest Twoją ulubioną?

 

Odległościówka. Łowię na nią równie często jak na tyczkę.

 

A co z uklejami? Nasi zawodnicy to mistrzowie tej techniki. Wy również?

 

Absolutnie nie! Uwielbiam łowić karpie, karasie, leszcze i płocie, ale ukleje to zupełnie nie moja bajka.

 

 

Jak w Rosji wyglądają eliminacje do drużyny narodowej? Czy masz jakieś wewnętrzne zawody?

 

Tak, mamy. Ośmioosobowa kadra wybierana jest po sześciu imprezach.

 

Przejdźmy do sprzętu. Na jakim koszu siedzisz? Na jakie wędki łowisz?

 

Od kilku lat siedzę na koszach Rive D36 i łowię na wędki Mavera. Jeśli zaś chodzi o żyłki, spławiki i zanęty, korzystam wyłącznie ze sprzętu firmy Allvega.

 

 

Wspominałeś, że czasami łowicie na stawach komercyjnych. Rozgrywacie tam także zawody?

 

Oczywiście. Mniej więcej co dwa tygodnie spotykamy się na komercji, ale w naszym kraju nie jest to jeszcze popularne. Tym bardziej, że dojazdy na takie łowiska to często bardzo dalekie wyprawy. Wielkość naszego kraju w tym przypadku nie ułatwia sprawy.

 

Dziękujemy za rozmowę.

 

Również dziękuję i pozdrawiam czytelników Fishingmanii!

 

Dodał: DF

Zdjęcia: pochodzą z profilu na Facebooku