Wielki test zanęt Matchpro

Podczas tegorocznej „Rybomanii” zapoznaliśmy się z nową ofertą zanęt Matchpro. Na pierwszy rzut oka mieszanki wydały nam się bardzo ciekawe, ale wiedzieliśmy że ich prawdziwą wartość poznamy dopiero nad wodą. Okazja do testu pojawiła się bardzo szybko.

 

Skuteczność nowych zanęt sprawdzaliśmy nad jednym z wielkopolskich zalewów, gdzie zaprosił nas szef Matchpro i nasz serdeczny kolega – Krzysiek Kałużny. Plan był prosty, chcieliśmy zestawić ze sobą mieszanki Top Gold i Top Class i zweryfikować czy będą odpowiednie na trudne, zimowe płocie.

W teście oprócz naszego duetu i Krzyśka wzięli jeszcze udział Przemek Wojtas (nie tylko świetny wędkarz, ale także twórca znakomitych skrzynek na przypony) oraz lokalna legenda spławika – Marek Horyza.

Przed przyjazdem na łowisko dowiedzieliśmy się, że w zalewie dominują płocie i średniej wielkości leszcze. Chcieliśmy jednak łowić te pierwsze, dlatego wykorzystaliśmy płociowe mieszanki z jednej i drugiej serii. Ja, Przemek i Marek wsypaliśmy do wiaderek zanęty płociowe Top Class, ze średniej półki cenowej. Łukasz i Krzysiek testowali dużą płoć z zawodniczej serii Top Gold. 

Obie zanęty pachną bardzo oryginalnie – trudno je porównać z inną, konkretną spożywką dostępną w sklepach. Są naprawdę dobrze wyprażone i nie ma w nich niepotrzebnych wypełniaczy.

 

Co ważne – zanęty Matchpro potrzebują bardzo mało wody. To istotna wiadomość, dla zawodników, którzy już na starcie lubią mocno dowilżyć mieszankę. W przypadku Matchpro taki zabieg szybko skończy się jej przemoczeniem.

Do zanęt dodaliśmy konopie prażone, także z serii Matchpro. Dodatki są naprawdę dobrej jakości i przyjemnie pachną. Duże wrażenie zrobił na nas piernik, ale na niego przyjdzie czas latem, gdy wyruszymy na rzeczne leszcze.

 

Aby wyrównać nasze szanse postanowiliśmy podzielić towar na równe porcje – po 3 litry zanęty i 6 litrów gliny. Dodatkowo przygotowaliśmy po litrze gliny do podania jokersa, którego mieliśmy po ok. ćwiartkę na głowę. To nam musiało wystarczyć.

 

I wszystko byłoby idealnie… gdyby psikusa nie sprawiła nam pogoda. W nocy poprzedzającej nasz trening w Wielkopolsce pojawiły się przygruntowe przymrozki. Były na tyle silne, że sesję musieliśmy ratować za pomocą cegły przywiązanej do sznurka. Tak, tak – pierwsza godzina upłynęła nad pod znakiem kruszenia lodu i wyciągania pokruszonej tafli za pomocą podbieraka. Dopiero po wydrążeniu lodowych korytarzy mogliśmy zabrać się za nęcenie.

Głębokość łowiska wynosiła w tym miejscu niespełna 1,5 metra, przy niemal zerowym ruchu wody (mocno ciągnęło za to górą). Za odpowiednie połączenie glin i ziemi Krzysiek uznał dwie paczki ziemi torfowej i paczkę ziemi kanałowej. Całość wymieszaliśmy z wcześniej nawilżoną i przetartą zanętą i zabraliśmy się za lepienie kul.

Po nęceniu na brania nie musieliśmy długo czekać. To był dobry sygnał, bo nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po bombardowaniu łowiska cegłą. W łowisko weszły przede wszystkim płocie, ale nie zabrakło także krąpi.

 

Najwięcej ryb łowili Łukasz i Krzysiek, którzy sięgnęli po najdłuższe kije – pełne trzynastki. Ja łowiłem 12-stką, Marek 11-stką, a Przemek 9-tką. I w takiej kolejności układała się liczba łowionych ryb.

 

Białoryb był płochliwy i nawet pomimo niekorzystnego ukształtowania dna trzeba go było szukać jak najdalej od brzegu. Bardzo istotny był także dobór odpowiednich zestawów. Na nic zdawały się spławiki o masie 0,8 i 1 grama. Trzeba było łowić ultralekko, a najlepszy efekt dawała jedna ochotka podana na zestawie 0,3 grama z wysoko podniesionych obciążeniem głównym. Część brań następowała nawet w końcowej fazie opadu, a to jak na zimowe realia było dla nas zaskakujące.

Pomimo pięknego słońca, niemal przez cały dzień utrzymywał się solidny chłód, który na pewno nie wpływał pozytywnie na żerowanie ryb. Pomimo tego, w drugiej i trzeciej godzinie treningu w łowisku pojawiły się pierwsze leszcze i duże płocie ważące ok. ćwierć kilograma. Pięknych mamusiek wiele nie było, ale nawet dla tych kilku sztuk warto było poświęcić energię na kruszenie lodu. Większość połowu stanowiły jednak ryby ok. 100 gramowe.

Rewelacyjny efekt przynosiło tego dnia donęcanie mieszanką z jokersem.

Na samą glinę z jokerem ryby nie reagowały. Do tego celu korzystaliśmy oczywiście z kubka zanętowego.

Efektem kilkugodzinnej sesji było od kilku do kilkunastu naprawdę ładnych płoci oraz pojedyncze leszcze i krąpie. Krzysiek przestrzega nas, że zmorą treningu mogą być niewymiarowe okonie, ale na szczęście udało nam się ograniczyć ich połów do minimum.

 

Dzień drugi

 

Pierwszy trening spodobał nam się tak bardzo, że drugiego dnia postanowiliśmy po raz kolejny odwiedzić zalew. Tym razem ja zrezygnowałem z łowienia i zabrałem się za przygotowanie zanęt dla kolegów oraz za sesję zdjęciową. Skuteczność zanęt sprawdzali za to Łukasz i Krzysiek, którzy dla odmiany przyciemnili swoje płociowe mieszanki i nieco zwiększyli ilość używanego towaru. Proporcje zostały jednak takie same.

I choć tym razem obyło się bez kruszenia lodu, a co za tym idzie – hałasowania, na ryby czekaliśmy nieco dłużej. Gdy już się jedna pojawiły, były zdecydowanie większe niż dzień wcześniej.

Znów dominowały wyrośnięte płocie, pomiędzy którymi trafiały się pojedyncze srebrne leszcze. Brania były bardzo delikatne i kluczowe było bardzo dokładne wyważenie spławika. Optymalne były 2-3 mm wystającej antenki.

Pozostał wielki niedosyt, że po zaledwie dwóch godzinach łowienia musieliśmy kończyć trening…

Mieliśmy jednak wystarczająco dużo czasu, by podsumować nasze weekendowe zmagania.

 

Test nowych zanęt wypadł obiecująco. Obiecywaliśmy Krzyśkowi, że nasz opis będzie szczery i taki jest. Towar pachnie zupełnie inaczej niż znane nam dotychczas mieszanki, wygląda świetnie i dobrze sprawdza się podczas trudnych, zimowych warunków. Przekonująca jest także cena. Nie mamy jednak miarodajnego porównania, na ile skuteczne zanęty Matchpro okazałyby podczas zawodów, gdy nad wodą usiądzie kilkudziesięciu wędkarzy, a każdy wrzuci do wody pół wiadra zanęty i robaków. Bardzo ciekawi jesteśmy także gamy zanęt rzecznych i leszczowych, które na pierwszy rzut oka najbardziej przypadły nam do gustu.

 

Dzisiejsza ocena jest jednoznaczna – na rynku pojawiły się naprawdę ciekawe zanęty w bardzo różnorodnej gamie. W relacji cena/jakość zdecydowanie piątka.

 

Tekst: DF

Zdjęcia: DF i ŁK