Warta obrodziła leszczami podczas GPP

W dniach 10-12 sierpnia miałem okazję asystować mojemu koledze, Maciejowi Chłopeckiemu z klubu Robinson Team, podczas zawodów z cyklu Grand Prix Polski, które tym razem zawitały nad poznańską Wartę. Łowisko to za rok gościć będzie uczestników MŚ Seniorów.

Na miejsce dotarłem dopiero w piątek, dlatego moja wiedza na temat sobotniej taktyki była mocno ograniczona. Wiadomo było tyle co zawsze - trzeba dobrać się do średniej ryby z tyczki i liczyć na bonusa w postali leszcza lub ładnego jazia. Alternatywą na środek stawki może być łowienie uklejek, które w niektórych miejscach było koniecznością (np. rozmyte główki).

 

W sobotę od samego rana aura była wyjątkowo nieprzychylna wędkarzom. Padało, wiało, było przeraźliwie zimno jak na sierpień. Wszyscy mieli jednak tak samo trudne warunki, trzeba było po prostu robić swoje. Losowanie Maćka wydawało się być przyzwoite. Wyciągnąłem numerek 10, co wskazywało na dolną część pierwszego podsektora. Po wygruntowaniu okazało się, że dno jest czyste, pozbawione zaczepów i niestety lekko pogłębiające się wraz z nurtem. Nie bardzo było gdzie zatrzymać kule, ale byliśmy dobrej myśli.

 

Szczegóły składu zanęty Maciek, jak i cała drużyna zostawi dla siebie, zaznaczę jednak, że zawodnicy obierali dwie skrajnie różne taktyki - albo mało zanęty (3-4 litry), dużo gliny i robactwa, albo bardzo dużo zanęty (około 10 litrów), żwiru i równie duża ilość parzonej pinki i jokersa. Wszędzie roiło się od atraktorów i kolorowego pieczywa... rzeczny standard innymi słowy.

 

Na początek Maciek ulepił około 15 kul i wszystkie celnie podał w łowisko. Planowaliśmy maksymalnie wykorzystać pierwszą godzinę łowienia, bowiem na rzekach często bywa tak, że ryba najlepiej bierze na początku lub pod sam koniec tury. Niezbyt rybne treningi wskazywały na to, że trzeba będzie łowić delikatnie i nieźle kombinować z przynętami i donęcaniem.

 

Początek rzeczywiście był niezły, kilka krąpi i płotek wyróżniało Maćka na tle innych zawodników z podsektora. Niestety po 30 minutach brania osłabły i rozpoczęła się nasza droga pod górkę. Starałem się zbierać informację z sektora, notować co się da, podpatrywać... ale na niewiele mi się to zdało. W 2 i 3 godzinie średnia ryba praktycznie nie istniała w pierwszym podsektorze. Trafiały się za to pojedyncze duże leszcze i jazie, które windowały łowców wysoko w górę (piękne ryby miał na kiju Łukasz Wilk, jednak większości nie udało mu się zatrzymać, wyjął 2 duże leszcze >>największy ponad 2000 pkt<< i uplasował się wysoko w podsektorze; na uwagę zasługuje także brzana oraz piękny leszcz Łukasza Gluzy). Zupełnie inna bajka dotyczyła podsektora poniżej. Tam ryb było znacznie więcej o czym świadczą średnio dwukrotnie wyższe wyniki.

 

W ostatnich minutach Maciek chwytał się dosłownie wszystkiego, donęcał z ręki kilka kulek naraz, dosypywał atraktora, pływał wszystkimi możliwymi zestawami... to pozwoliło mu jednak dołowić tylko pojedyncze krapiki. Niewiele wyszło także z łowienia uklejek, bowiem kilka wymęczonych sztuk tylko śladowo podreperowało jego konto.

Koniec końców 11 miejsce w podsektorze i spore rozczarowanie. Wydawało nam się, że dobrze dobraliśmy taktykę na średnią rybę, jednak z jakichś przyczyn nie potrafiliśmy się do nich dobrać.

Nasz podsektor wygrał Mirosław Mirowski z Teamu Sensas II, zaś w drugim podsektorze najlepszy okazał się Mikołaj Geisler, który w tym roku jako jedyny junior nawiązuje walkę z Wojciechem Wysockim w klasyfikacji rocznej GPP. Finisz we Wrocławiu zapowiada się naprawdę ciekawie.

 

Przed niedzielną turą zmieniliśmy stosunkowo niewiele. Nieco zmodyfikowaliśmy skład i ilość zanęty. Wiedzieliśmy, że kluczem będzie jednak losowanie. Tym razem nie mogliśmy na nie narzekać. Numerek 26 wydawał się zdecydowanie najkorzystniejszy z tych, które zostały. Niestety wraz z dobrym losowaniem przyszła bardzo mocna obsada podsektora, w którym znalazł się Maciek. Szymon Ciesielski, Maciej Białdyga, Wojciech Wysocki, Mikołaj Geisler, Stanisław Skorzyński... i wielu innych znakomitych juniorów. Wszyscy usiedli praktycznie obok siebie. Trzeba było jednak robić swoje, licząc przy okazji na łut szczęścia.

 

Wreszcie przyszła godzina 9:50. Szybkie, celne nęcenie i czekaliśmy na festiwal brań. Biorąc pod uwagę znaczą poprawę pogody spodziewaliśmy się prawdziwego eldorado. Dzień wcześniej w zimny i deszczowy dzień najlepsi łowili tutaj 7 kg ryb w 3 godziny, zatem teraz nikogo nie zdziwiłyby wyniki 5 cyfrowe. Niestety nasze oczekiwania okazały się złudne. W niedzielę ryby potrzebowały bardzo dużo czasu, aby się rozkręcić, dlatego przez pierwsze minuty większość zawodników wpatrywała się w nieruchomo spływające spławiki. Pierwszego ładnego jazia złowił Mikołaj Geisler, Maciek miał kilka średnich krąpi, ale łowił równo. Znowu na tle stawki wypadał przyzwoicie. Zaskakiwał słaby początek Wojciecha Wysockiego, który w sobotę zaliczył swój najsłabszy występ w tym sezonie (trzeba jednak przyznać, że z tak beznadziejnego stanowiska, chyba nikt by nie "ugrał" więcej).

 

To były jednak złe początki prawdziwego koncertu tego zawodnika. Pod koniec zawodów stoczył on piękny pojedynek z Maćkiem Białdygą. Dorzucając do tego siedzącego pomiędzy nimi Mikołaja Geislera, widzowie mieli naprawdę ciekawy spektakl i szkołę łowienia na najwyższym poziomie. Wojtek w końcówce łowił szybko i równo, dorzucając kilka bonusów, co wywindowało go na 2 miejsce w podsektorze. Zwyciężył Maciej Białdyga z Neptuna Gdańsk, który średnie ryby "podparł" pięknymi jaziami. Trzecie z miejsce z zamka wyłowił Kamil Lorenc, który także na swoim koncie zapisał bardzo ładnego jazia. Z kolei Maciek Chłopecki pracował za trzech, aby wycisnąć ze swojego stanowiska co się tylko da. Podobnie jak w sobotę kombinacjom nie było końca, chwytaliśmy się wszystkich możliwych metod, aby wreszcie złowić jakąś rybę z tyczki. Rozsądną alternatywą okazało się łowienie uklei, które szło Maćkowi naprawdę bardzo dobrze. 3-4 ryby na minutę dawały pewne punkty, a przy średniej masie uklei oscylującej wokół 10 punktów dawało to perspektywę na naprawdę przyzwoity wynik. Dodatkowo pod koniec zawodów Maciek dołowił z tyczki pięknego jazia i turę zakończył na 6 miejscu w podsektorze. W drugim podsektorze klasą sam dla siebie był Patryk Kęsik.
 

Całe zawody w kategorii juniorów wygrał Mikołaj Geisler, który potwierdził znakomitą dyspozycję w ostatnim czasie (podczas poprzedniego GPP w Oświęcimiu, również znalazł się na podium). W kategorii kobiet najlepsza okazała się Danuta Szymańska, zaś w seniorach triumfy święcił Robert Bednarski. Klasyfikację drużynową wygrała drużyna Fiume Wrocław, która tym samym przerwała tegoroczną hegemonię Trapera.

 

Wysoko należy ocenić organizację zawodów oraz zakończenie podczas którego nie zabrakło naprawdę wartościowych nagród dla najlepszych zawodników (brawa dla Tomka Horemskiego i sklepu Leszcz!). Szczególnie wyróżniono Wasyla Mamikonyana, dla którego jeden ze sponsorów ufundował skórzany fotel. Gdyby nie dość kuriozalne wpadki sędziów przebieg imprezy można by uznać za wzorowy. Niestety nie obyło się bez "kiksów", które zapisałbym jednak na indywidualne konto każdego z "arbitrów".