Vademecum skutecznego gruntowania

 

Gruntowanie przez wielu zawodników wciąż traktowane jest z przymrużeniem oka. To jednak złe podejście. W poniższym artykule postaram się udowodnić, że odpowiednie zbadanie dna w naszym łowisku może przesądzić o sukcesie lub porażce.

 

Sukces w zawodach spławikowych to wypadkowa wielu czynników. Bardzo ważne jest zarówno przygotowanie sprzętowe, dobra taktyka jak i odpowiednie podanie zanęty. Wszystkie czynniki mogą być przygotowane na „tip top”, a pomimo tego nasze rezultaty będą dalekie od oczekiwań. Dlaczego? Wielokrotnie doświadczyłem takiego zjawiska na własnej skórze. Z perspektywy czasu dotarło do mnie, że przez wiele lat bagatelizowałem trudną sztukę gruntowania, przez co moja wiedza o łowisku była pozbawiona fundamentalnych informacji. Zazwyczaj z badaniem gruntu starałem się uporać jak najszybciej. Traktowałem to jako zło konieczne…

 

 

Pierwszy raz o sile gruntowania przekonałem się wiele lat temu na gdańskiej Wiśle. Moje doświadczenie było wtedy znikome – rzucony w wir zawodów Grand Prix Polski poczułem się zbyt pewnie. Treningi i pierwszy dzień zmagań nie przyniosły zadowalających wyników. Byłem rozczarowany i zdezorientowany, bowiem wydawało mi się, że wszystko robiłem poprawnie. Przed drugą turą podszedł do mnie jeden z czołowych zawodników i dokładnie, krok po kroku wytłumaczył mi jak wygląda dno na moim stanowisku. Łowił tu dzień wcześniej, więc wiedział „co się święci”. Opowiedział gdzie znajdują się dołki, górki, w jaki sposób zatrzyma się zanętą i w którym miejscu mogę spodziewać się brań. Zbudował w moje głowie trójwymiarowy obraz podwodnego świata. I rzeczywiście wszystkie podpowiedzi się sprawdziły… To było niesamowite doświadczenie, które totalnie zmieniło moje spojrzenie na kwestię gruntowania.

 

 

Rodzaje gruntomierzy

 

 

Wybór odpowiedniego gruntomierza to wcale nie taka prosta sprawa. Ich rodzajów jest cała masa i każdy może znaleźć swoje zastosowanie w nieco odmiennych warunkach.

 

Najpopularniejszy rodzaj gruntomierza to zwykły ciężarek z oczkiem i korkową lub piankową podstawą. Takie odważniki pozwalają szybko wygruntować łowisko, są łatwe w obsłudze i przede wszystkim - tanie. Klasyczne gruntomierze znajdują swoje zastosowanie przede wszystkim w wodach stojących i bardzo wolno płynących. Najczęściej produkowane są w rozmiarach od 5 do 30 gram (czasami nawet 60 gram). Ich dużą zaletą jest wysoki współczynnik precyzji gruntowania. Jedyny błąd pomiaru jaki może umknąć naszej uwadze, to ten wynikający z ułożenia żyłki na gruntomierzu (może sięgać od kilku milimetrów do nawet centymetra). Należy wziąć lekką poprawkę na zagięcie, które z czasem będziemy wliczać automatycznie.

 

Kolejny rodzaj to rozbudowana wersja pierwszego gruntomierza, czyli tzw. ośmiorniczka/pajączek. Został on wzbogacony o ramiona z drutu, powbijane w korek u podstawy gruntomierza. Taki gruntomierz przeznaczony jest do łowisk, w których na dnie znajduje się bardzo duża liczba kamieni. Dzięki swojej konstrukcji (a konkretnie właśnie dodatkowym ramionom) nie zapada się między kamienie, co bywa bardzo uciążliwe przy gruntowaniu tego typu łowiska klasycznym gruntomierzem.

 

Jeszcze inny typ gruntomierza ma w swojej ofercie firma Stonfo. Autorski patent włoskiego producenta jest bardzo zbliżony do tradycyjnego modelu, jednak haczyk zamiast w piankę wbijany jest w specjalnie do tego przeznaczone zapięcie. Zacisk to dobre rozwiązanie - nie uszkadzamy ani haczyka, ani przyponu. To duży plus, gdy łowimy tym samym przyponem którym gruntujemy. Niestety, ten gruntomierz także charakteryzuje się niewielkim błędem pomiarowym. Wynika to z konstrukcji, w której zacisk znajduje się na górze gruntomierza, a podstawa która dotyka dna jest oddalona od zacisku o około 1,5 centymetra.

 

Równie popularnym gruntomierzem, którego nie brakuje w koszach zwłaszcza rzecznych wędkarzy jest żabka. Jej konstrukcja pozwala na umocowanie na twardych elementach zestawu, takich jak krętliki lub śruciny. Przeznaczenie żabki to jednak nie tylko wody płynące. W wodach stojących możemy ją wykorzystać wtedy, gdy z założenia będziemy łowić przegruntowanym zestawem z przyponem na dnie. Dzięki temu mamy okazję ustawić śrucinę sygnalizacyjną nad dnem lub wręcz oprzeć ją o dno, z dokładnością do kilku milimetrów.

 

Rzadziej rozpowszechnionym rodzajem gruntomierza jest śrucina. Jest ona jednak bardzo skuteczna i potrafi z ogromną dokładnością obliczyć głębokość łowiska. Śrucinę (zazwyczaj o masie od 0,6 do 1,2 grama) zakładamy bezpośrednio na haczyk. Gruntowanie śrutem sprawdza się wszędzie tam, gdzie jest stosunkowo płytko. Jest przy tym wprost stworzone do badania gruntu na styk, np. w miejscach z miękkim dnem. Gdy nie chcemy, aby nasza przynęta ugrzęzła w mule, musimy ją co najwyżej oprzeć o dno. W tej sytuacji śrucina lepiej odda faktyczną głębokość łowiska niż kilkunastogramowy gruntomierz, który zapadnie się w muł.

 

 

Zasada odwróconej kolejności

 

 

Wielokrotnie nad wodą obserwowałem wędkarzy, którzy po dojechaniu na stanowisko bardzo szybko rozkładali cały sprzęt i dopiero na sam koniec zaczynali pomiar gruntu. W mojej opinii takie działanie mogło ich pozbawić niezwykle ważnych informacji o łowisku. Nad wodą której nie znamy, lub taką która charakteryzuje się dużymi wahaniami głębokości, warto sprawdzić całe 10 metrów stanowiska, a nie tylko fragment znajdujący się na jego środku, gdzie zazwyczaj instynktownie stawiamy kosz. Są oczywiście łowiska, gdzie głębokość i twardość dna jest na tyle podobna w całej szerokości, że nie warto zbyt długo szukać atrakcyjnego fragmentu. To jednak rzadkość. Zazwyczaj nawet na 10 metrach można znaleźć kilka mniej lub bardziej atrakcyjnych miejsc do podania zanęty. 

 

 

Wody płynące

 

 

Taka reguła sprawdza się przede wszystkim na uciągach. W rzekach spotykamy się z ciągłym ruchem wody, a co za tym idzie – także ruchem pokarmu. Ciekawe dla nas będzie zatem każde załamanie dna, gałąź lub kamyk, który zatrzyma nasz pokarm. Książkowym łowiskiem rzecznym jest płaskie, twarde dno, nagle wypłacające się o 10-20 centymetrów i przechodzące w blat. Możemy być wtedy pewni, że idąc z kierunkiem rzeki, pokarm zatrzyma się właśnie przy wypłyceniu, gdzie ruch wody spowoduje swoistego rodzaju wirnik zatrzymujący ryby. Tego typu łowisko to jednak na rzekach rzadkość, zwłaszcza wtedy gdy nie mamy możliwości swobodnego wyboru stanowiska. Jeśli nie trafimy na górkę, szukajmy czegoś innego, gdzie pokarm może się zatrzymać – kamyka, małego dołka, lub zatopionego drzewa, które co prawda może nas kosztować wiele zestawów i przyponów, ale bardzo często obfituje w ryby (i to nie małe). 

 

Podczas gruntowania na rzece nie możemy także zapomnieć o precyzji. Nurt będzie znosił naszą żabkę i często sprawi, że będziemy przeczysywać fragment co 20-30 cm. Tak nie może być. Załóżmy na tyle ciężką żabkę, abyśmy mogli przynajmniej co 5 cm zbadać interesujący nas odcinek i oprzeć się sile nurtu. Musimy wykonywać spokojne, ale pewne ruchy do góry, podrywając gruntomierz na nie więcej niż 20 cm nad dno. Podczas gruntowania na uciągach warto tak dobrać naciąg gumy, aby przy badaniu dna ze szczytówki wychodziło kilkanaście centymetrów amortyzatora. Gdy ten będzie zbyt mocno napięty trudno będzie nam dokładnie wyczuć charakterystykę podłoża. Zbyt luźny amortyzator także utrudni zadanie. Z moich doświadczeń wynika, że optymalną długością amortyzatora wychodzącego ze szczytu podczas gruntowania jest 20-30 cm.

 

Wiemy już czego szukać w szerokości rzeki. Czy to jednak koniec naszych wariantów? Absolutnie nie. Często w dużych rzekach takich jak Wisła, Bug lub Narew znajdziemy przybrzeżną rynnę. Co za tym idzie, warto zbadać dno nie tylko na pełnej wędce, ale i na 11-stym, 10-tym, a czasami także na 8 metrze. Niejednokrotnie może okazać się, że dno na takiej długości jest zdecydowanie lepsze do podania zanęty i zwabienia ryb.

 

 

 

Wody stojące

 

 

Wody stojące to już nieco inna bajka. Tutaj nie musimy obawiać się nurtu i z reguły nic nie trzęsie, ani nie porusza naszym gruntomierzem. Czego będziemy szukać na jeziorach, stawach i kanałach? Blatów - twardych i równych kawałków dna. Czemu akurat blatów? Przede wszystkim unikamy mułu, który zalega w łowisku. Wrzucona w muł zanęta bardzo szybko grzęźnie i nie pracuje w taki sposób jak byśmy oczekiwali. Dlatego sztuką jest ocena obecności i ewentualnej grubości warstwy mułu. Jak to zrobić? To bardzo proste - operując wędką z zestawem skróconym wystarczy nagle, z wysokości metra nad dnem, opuścić zestaw z kilkunastogramowym gruntomierzem. Gruntomierz zostawiamy na kilkanaście sekund i czekamy. Jeśli po 30 sekundach uda nam się bez problemu podnieść go z dna, będzie to oznaczać, że ilość mułu jest śladowa lub nie ma go wcale. W przypadku gdy guma rozciągnie się i z trudem wyciągniemy gruntomierz, odpowiedź będzie oczywista – ciężarek został zassany przez muł. Im trudniej jest go wydobyć tym większa ilość mułu musi zalegać na dnie.

 

 

Na wodach stojących często spotykaną sytuacją są także duże nierówności dna. Klasyczny przykład to nagły spadek dna, naturalny czy też spowodowany np. betonowymi umocnieniami. W takim przypadku usilnie musimy poszukiwać fragmentu, na którym utrzyma się nasza zanęta – np. półka, schodek lub duży kamień – cokolwiek co zatrzyma toczącą się po dnie kulę. Warto pamiętać, aby przy tego typu łowiskach niezwykle precyzyjnie oznaczać głębokość na różnych stopniach spadu, tak aby mieć punkt odniesienia, gdy okaże się, że ryby żerują tuż nad półką lub tuż za nią.

 

Zalewy, kanały i jeziora podobnie jak rzeki także posiadają atrakcyjne miejscówki blisko brzegu. Warto zatem gruntować przy kępach trzciny, grążelach lub odcinkach z zatopionym drzewem. Należy pamiętać, że wzbogacenie wiedzy o stanowisku pozwoli nam lepiej zrozumieć zachowania ryb, co z pewnością przełoży się na wyniki.

 

Oznaczanie gruntu

 

 

Gdy już zmierzycie grunt – pamiętajcie, aby dokładnie oznaczyć go na topach. Najczęściej spotykanym sposobem jest zwykły korektor lub marker. Ważne jest, aby nasz znacznik udało się zmazać po łowieniu. Często bowiem widzę wędkarzy, którzy na topach zostawiają kreski z poprzednich wypraw. To błąd, który podczas częstej zmiany głębokości łowienia może spowodować niemałe zamieszanie. Zaczniemy zastanawiać się, który grunt jest tak naprawdę właściwy… Kolejnym elementem, na który zawodnicy często nie zwracają uwagi jest zaznaczenie głębokości na mierniku w wodzie. To nie mniej ważne jak samo zaznaczenie gruntu na wędce, bowiem chyba każdy z nas zna łowiska, w których poziom wody nawet podczas kilkugodzinnej tury potrafi zmienić się radykalnie.

 

Pamiętajmy, że zmiana poziomu wody o 5 cm przekłada się także na nasza 5 centymetrową zmianę gruntu. Jak ważne potrafi być te kilka centymetrów nie muszę chyba nikogo przekonywać. Poziom możemy kontrolować na różne sposoby: wbić zwykłą sztycę lub kijek w dno, lub zastosować specjalny miernik przymocowany do kosza lub platformy. Ważne aby oznaczenie było trwałe i stabilne.

 

 

Podsumowanie

 

 

Zawodnicza praktyka każdemu z nas niejednokrotnie udowodni, że podczas przygotowania do zawodów, czy nawet treningów, są elementy ważne i ważniejsze. Gruntowanie z pewnością należy do tych drugich. Nie żałujmy czasu, nie róbmy tego szybko i pochopnie. Wręcz przeciwnie – starajmy się wypracować nawyk żmudnego i precyzyjnego gruntowania krok po kroku. Przykładem ze światowej czołówki na kluczowe znaczenie badania dna, niechaj będzie zachowanie wielkiego francuskiego mistrza Diego Da Silvy, który podczas tegorocznych MŚ na Kanale Żerański, nieusatysfakcjonowany osiąganymi przez siebie wynikami, postanowił przegruntować łowisko w czasie tury. Wyjął gruntomierz, jeszcze raz zbadał dno, ponownie zanęcił z kubka i… zaczął łowić. Dlaczego tak się stało? Na to pytanie drodzy Czytelnicy spróbujcie odpowiedzieć sami.

 

Już wkrótce na stronie będziemy kontynuować wątek gruntowania. Tym razem w metodzie matchowej. Zapraszamy!

 

 

 

Tekst: ŁK

Zdjęcia: DF, ŁK, Monika Ruszczyk, Paweł Smyk. Mariusz Sułek