Ukleje na długie baty

 
Łowienie uklei przez wielu zawodników traktowane jest jako zło konieczne. Niesłusznie. Często ta niedoceniana technika pozwala wygrać zawody, a w wyjątkowo trudnych warunkach bywa ostatnią deską ratunku.
 
Uklejowanie zazwyczaj kojarzy nam się z zabójczo szybkim "nabijaniem" licznika za pomocą krótkiej 2-3 metrowej wędki. Zanęta rozrobiona na papkę, toporne zestawy i "rzeźba". Tak to wygląda nad Kanałem Łężyńskim czy na Szymonce. Jednak nie zawsze mamy komfort odławiania 3-4 uklejek na minutę. W wielu sytuacjach ich łowienie to żmudna i toporna praca długim wędziskiem.W tym artykule chciałbym skupić się właśnie na dłuższych bacikach. Mowa o długości od 4 do 6 metrów. Stosowanie takich batów niejednokrotnie pozwalało mi odnosić sukcesy podczas zawodów okręgowych, komercyjnych i towarzyskich.
 
Wędziska
 
Od długości 4 metrów ich jakość zaczyna mieć znaczenie. O ile przy krótkich bacikach różnice w parametrach są trudno zauważalne, o tyle wraz z długością kija rośnie różnica między modelami niskiej i wysokiej klasy. Na rynku mamy ogromny przegląd wędzisk do połowu uklei. Najczęściej ich nazwa ma w sobie słowo "alborella". To jednak nie nazwa decyduje o tym czy wędka spełni nasze oczekiwania. 
 
 
Po wielu latach zbierania doświadczeń w łowieniu tej ryby doszedłem do wniosku, że dla profesjonalnego uklejarza dwie serie wędzisk to absolutne minimum. I konsekwentnie postanowiłem się w taki zestaw wyposażyć. W moim repertuarze pierwsza, sztywniejsza seria to wędki Sensas Alborella Record 250. Druga, bardziej miękka to Sensas Alborella Record 150. Czemu zdecydowałem się na kije o różnej miękkości? Wszystko zależy od sposobu żerowania ryb. W sytuacji gdy "dłubiemy" ukleje, a te dodatkowo biorą bardzo delikatnie - sięgam po miękkie kije. Jeśli tempo przekracza 2 ryby na minutę, a ryby biorą pewnie i dobrze trzymają się haka - decyduję się na sztywniejszy model. Jeśli ryba bierze pewnie i głęboko połyka haczyk, prawdopodobieństwo "zejścia w locie" jest minimalne. Dlaczego zatem mielibyśmy tracić czas na wolniejszy, miękki kij? 
 
Dwie serie wędzisk rozkładam bez względu na stan jakiego spodziewam się po treningu. Po pierwsze zawody często rządzą się swoimi prawami, a po drugie ryba potrafi brać zmiennie nawet w trakcie 4-godzinnej tury. Dla przykładu - na początku ryba bierze doskonale, dlatego łowimy ją na sztywne kije. Potem tempo nieco siada, a my sięgamy po miękkie kije i odławiamy ryby rzadziej, ale cały czas konsekwentnie punktujemy. Pod koniec tury tempo znów rośnie, a my ponownie wracamy do sztywnych wędzisk. Dzięki takim możliwościom możemy w pełni sprostać oczekiwaniom ryb. Takie podejście do sprawy pozwala nam wycisnąć z uklejowania tyle ile się da.
 
Zestawy
 
W zestawach różnic jest nieco mniej. Podstawa to żyłka główna 0,10-0,11 mm (w przyszłym roku zastanowię się nad przejściem na "dwunastkę"), na której mocujemy spławik uklejowy. Tutaj mamy do wyboru dwie opcje - bombkę z dłuższym kilem lub ołówek z krótkim kilem. Choć przez wiele lat łowiłem prawie wyłącznie na bombki, to muszę przyznać, że od poprzedniego sezonu mocno przekonałem się do ołówków. Odnoszę bowiem wrażenie, że ołówki lepiej pokazują brania z opadu, często spotykane podczas łowienia uklei na bliskich mi łowiskach. Poza tym przy tego typu konstrukcji notowałem mniej splątań, ale to może wynikać ze specyfiki mojego zarzucania i zacinania.
 
 
Inaczej temat spławików wygląda przy łowieniu na wodach płynących. Tutaj zastosowanie spławika w kształcie bombki będzie wręcz pożądane, ze względu na możliwość przytrzymania spływającego zestawu co dodatkowo pubudza ryby do brania. Na dłuższym kiju przy zastosowaniu ołówka będzie to prawie niemożliwe. Gramatura spławików powinna być dostosowana do kilku czynników: odległości łowienia, siły wiatru oraz intensywność żerowania ryb. Biorąc pod uwagę te trzy kryteria musimy spotkać się "gdzieś po środku". Na przykład: przy słabym żerowaniu i silnym wietrze, łowiąc na 6 metrowy bat, nie założymy spławika 0,2 grama bo po prostu takim zestawem nie dorzucimy do celu. Z drugiej strony nie możemy założyć gramowego spławika, bo nie zobaczymy delikatnych brań. I tak dalej, i tak dalej. Sztuka to kompromis. Ważne zatem, aby do każdej długości mieć różne zestawy. Przy długich kijach zaczynamy od 0,4 i kończymy na 1,0 grama (wystarczy przedział co 0,2). 
 
Kolejna kwestia to obciążenie. W moich zestawach zawsze składa się ono z rządku 8-10 śrucin podobnej wielkości. Z reguły ciężarki umieszczam nad samym przyponem, o długości 8-10 centymetrów. Tutaj po prostu nie ma miejsca na kombinacje. Kiedyś próbowałem różnych rozwiązań, ale doszedłem do wniosku, że najlepsza jest prostota. Na koniec zostawiłem haczyki. Do łowienia na długim dystansie częściej sięgam po delikatne modele, bowiem takie łowienie kojarzy mi się z delikatnością i subtelnością, a nie "orką na krótko". Ostatnio do klasycznego łowienia świetnie sprawdzał mi się model Sensas 3040 Bronze. Przy maksymalnej finezji sięgam zaś po model 3532 Rouge. Te haczyki polecam jednak do małych i delikatnie biorących uklejek. Jeśli w łowisku trafiają się 20-gramowe kluski lub częstotliwość łowienia ryb przekracza magiczne 2 na minutę - wracam do 3040.
 
 
Zanęta
 
Tutaj równie prosto jak z ołowiem - jedna mieszanka z prostymi dodatkami. Lubię brązowe mieszanki, dlatego idealnym rozwiązaniem wydaje mi się tegoroczna nowość Sensasa - Surface Brune. Klasyczna wersja Surface'a też jest w porządku, ale na trudne ukleje ciemniejsza mieszanka powinna sprawdzić się jeszcze lepiej. Wcześniej w razie potrzeby musiałem dobarwiać zanętę np. na brązowo. Teraz już nie ma takiej konieczności.
 
Jako dodatkowy atraktor stosuje wyłącznie zapach migdałowy Mondiala. Ukleje uwielbiają migdał i sprawdza się on prawie w każdej sytuacji. Ostatnim dodatkiem do mieszanki uklejowej jest smużąca glinka. Dzięki niewielkiemu udziałowi glinki w zanęcie zwiększamy ciężar właściwy mieszanki, przez co jest nam po prostu łatwiej dorzucić papkę na odpowiednią odległość. W przypadku łowienia na dużym dystansie wielu osobom sprawia to wiele problemów. Glinka spełnia także rolę dociążającą, dlatego dobrze sprawdza się podczas łowienia na większej głębokości. Przy odpowiednim namoczeniu, mieszanka nie będzie smużyć przy powierzchni, a dopiero w niższych partiach wody. Jako dodatki do naszej mieszanki proponuje pinkę oraz jokersa. Pinka posłuży nam także jako przynęta haczykowa. Co ważne do nęcenia stosuję inny kolor pinek niż do łowienia. Ten trik pozwala wyróżnić naszą pinkę na tle pozostałych, co dodatkowo pobudza zmysły żerujących ryb.
 
Krótko o technice
 
Tak naprawdę w tej kwestii trudno o rady, bowiem praktycznie każdy, nawet dobry uklejarz robi to nieco inaczej. Ważna jest powtarzalność, systematyczność i wyeliminowanie błędów własnych. To wszystko wydaje się proste, ale podczas 4-godzinnej tury naprawdę nietrudno o zgubienie rytmu i stracenie bezcennych sekund. Efekt może przynieść wyłącznie trening i ciężka praca. Podczas zawodów wielokrotnie obserwowałem osoby, które zniechęcały się do łowienia uklei, widząc, że sąsiedzi czynią to zdecydowanie szybciej i efektywniej. W taki sposób niestety trudno o sukces.
 
 
Ważne jest także to by rozsądnie przeliczać, czy łowienie uklei się opłaca. Praktyka pokazuje, że często to najlepszy sposób na budowanie wyniku. Prosta matematyka pokazuje, że łowiąc przez 4-godziny z tempem 2 ryb na minutę, pod koniec zawodów możemy mieć w siatce około 500 ryb. To przy średniej masie uklejki daje prawie 5 kilogramów. To z kolei na większości łowisk naprawdę solidny wynik. A do czego może doprowadzić dobra szkoła łowienia uklei, pokazali Polacy podczas Mistrzostw Świata w 2012 roku. To właśnie wtedy, w Czechach, łowiąc przede wszystkim małe, srebrne rybki sięgnęli po drużynowe Mistrzostwo Świata...
 
Dodał: ŁK
Zdjęcia: ŁK