Pellet kontra kukurydza

W dobie wszechobecnego zachwytu pelletem wielu z nas zupełnie zapomniało o klasycznej, taniej i łatwo dostępnej przynęcie - kukurydzy. Podczas majowego treningu nasza ekipa postanowiła porównać ze sobą starą i nową szkołę łowienia karpi. Wyniki tego testu mocno nas zaskoczyły.

 

Kluczowy w naszym kukurydzianym eksperymencie był wybór odpowiedniego łowiska. Pojedynek miał sens tylko i wyłącznie na równej wodzie obfitującej w ryby, które z powodzeniem można łowić zarówno na jeden, jak i drugi rodzaj przynęty, czyli karpie, amury, karasie i leszcze. Padło na Ossów.

 

To nieduży staw komercyjny k. Wołomina, na którym oprócz średnich karpiowatych można trafić ponad 10-kilogramowe egzemplarze cyprinusów i amurów. Z pewnego źródła dowiedzieliśmy się, że ryb nie brakuje, ale żeby się do nich dobrać potrzebne będzie sporo finezji. Nad wodę zabraliśmy tyczki i kije do methody. Usiedliśmy na brzegu z bocznym wiatrem, zajmując z Radkiem kładki obok siebie. Przy nas łowił jeszcze Łukasz, który przyglądał się pojedynkowi, sam stosując luźną taktykę. Musieliśmy jeszcze zdecydować komu przypadnie kukurydza, a komu pellet. Ostatecznie to ja wybrałem puszkę z żółtymi ziarenkami. Radek postawił na całą gamę pelletów i małych kulek proteinowych, które w ostatnim czasie zrobiły furorę wśród entuzjastów "big game".

 

Obaj zdecydowaliśmy się na rozłożenie pełnej długości wędzisk. Dla mnie był to jednocześnie karpiowy chrzest nowej wędki - Tubertini Evola Next. Kij sprawdzałem już na wodach stojących i lekko płynących, ale brakowało mi prawdziwej próby ognia, jaką niewątpliwie jest komercja. Topy uzbroiłem w gumy 2,1mm i zestawy od 0,3 do 0,6 grama, uwiązane na żyłce głównej 0,20mm. Całość uzupełniły 30cm przypony z żyłki 0,18 i haczykami nr 10. Prostota maksymalna. Takimi zestawami zaczynałem łowić karpie kilka  lat temu i takie zastosowałem podczas testu.

 

 

Sprzęt Radka był bardzo podobny. Do mocnej wędki Sensas 65XL River Carp, Radek wsadził puste gumy o średnicy 2,3 i 2,5mm. Topy wyposażył w zestawy od 0,2 do 0,8 grama uwiązane na identycznych linkach jak ja. Nieco różniły się jego przypony - haczyki były wyposażone w system włosowy. Na owym włosie Radek chciał prezentować twardy pellet i małe kulki proteinowe.

 

Oprócz kukurydzy postanowiłem sięgnąć po klasykę w nęceniu karpi – zanętę. W ciepłych porach roku, przy dobrym żerowaniu ryb, spożywka bywa nieoceniona. Chcieliśmy sprawdzić jak wypadnie w zestawieniu z nęceniem czystym pelletem. Do pojedynku przygotowałem 2 kg mieszanki – 1kg Sensasa Carpes i 1kg Mondial Formula Carp. Do całości dodałem betainę tego samego producenta. Radek nęcił pelletami Dynamite Baits (2-6mm) i Sensas Match Carp (2mm). Na początek podał 2 pełne kubki wstępnie namoczonego pelletu. Ja w łowisko posłałem 10 kulek (wielkości piłki tenisowej) zanęty, do której dodałem nieco kukurydzy z puszki.

 

O godzinie 10:00 rozpoczęliśmy łowienie. Wspomnę jeszcze, że w zanadrzu przygotowaliśmy kije do methody, jednak technikę z kołowrotkiem traktowaliśmy opcjonalnie, na wypadek słabego żerowania karpi. Radek zaczął właśnie od methody, zakładając że ryby później wejdą pod tyczkę. Ja zachęcony ciepłym porankiem, od razu wyjechałem tyczką. Pierwszy rybę złowił jednak mój konkurent. Na twardy pellet, 30 metrów od brzegu skusił się niewielki karp. Pięć minut później mi także dopisało szczęście. Branie było bardzo delikatne, antenka kilkukrotnie chowała się pod powierzchnią, aż wreszcie jedno z takich przytopień postanowiłem zaciąć. I na kiju zameldował się ponad 2-kilogramowy amator żółtych ziaren.

 

W pierwszej godzinie złowiliśmy jeszcze po kilka ryb. Radek szybko przeszedł na tyczkę, ponieważ po 2-3 szybko złowionych rybach, brania na dystansie ustały. Pomiędzy karpiami trafiały się pojedyncze leszcze, które brały zarówno na kukurydzę, jak i twardy pellet. Ryby nie chciały za to współpracować z kulkami proteinowymi. W drugiej godzinie w Ossowie zaczęło mocniej wiać.

 

Ja zamiast zanętą, postanowiłem donęcać czystą kukurydzą. Chciałem stopniowo przyzwyczajać ryby do wpadającego towaru, wzbudzając przy tym ich ufność do przynęty ze schowanym haczykiem. Efekt był znakomity - szybko zacząłem odławiać pierwsze ryby z opadu. Gdyby nie silny boczny wiatr mógłbym donęcać kukurydzą z procy, ale w takich warunkach tylko rozproszyłbym ryby w łowisku. Liczyła się ogromna precyzja, dlatego konsekwentnie donęcałem kubeczkiem – w punkt. Podobnie czynił Radek, który wyposażony w grubsze gumy nieco szybciej holował zacięte ryby. Zauważyliśmy ponadto, że choć kolega łowił nieco mniej ryb niż ja, to udało mu się wyselekcjonować nieco większe karpie. Co ciekawe trudno było zaobserwować różnice w selekcji leszczy. Te brały na wszystko. To specyfika Ossowa, bowiem nie na wszystkich komercjach leszcze pobierają pellet. Na niektórych wodach, wciąż trudno je skusić na granulat.

 

Trzecia i czwarta godzina pozwoliła mi uzyskać przewagę. Nieoczekiwanie stało się to za sprawą… amurów. Brania tych wszystkożerców na Ossowie to zawsze wielka niewiadoma. Potrafią jednego dnia brać jeden z drugim, by kolejnego nie dawać oznak żerowania. Tym razem przez 30 minut przeżyłem prawdziwe „amurowe show”. W czterech kolejnych wstawieniach złowiłem cztery ponad 2-kilogramowe, niezwykle silne sztuki. Wszystkie amury do odpięcia topu holowałem bez najmniejszego problemu (z wędki wystawało góra pół metra gumy). Zabawa zaczynała się pod brzegiem, gdy mała torpeda uciekała w stronę drugiego brzegu, a amortyzator gwizdał na wietrze. 2,1mm na ten gatunek to zdecydowanie za mało. Nawet na 2-3kg ryby.

 

Ten extra dodatek pozwolił mi odjechać Radkowi, z którym do tej pory szliśmy łeb w łeb. Konkurent gonił mnie jeszcze przez ostatnią godzinę, w której w moim stanowisku brania zdecydowanie osłabły. Tutaj zemściło się moje gapiostwo w donęcaniu. Hole amurów rozochociły mnie do tego stopnia, że zapomniałem o donęcaniu… co skrzętnie wykorzystał właśnie Radek, bezustannie pracujący kubeczkiem.

 

Podsumowanie naszego pojedynku było zaskakujące. Kukurydza wygrała z pelletem, który w wielu środowiskach uchodzi za jedyną słuszną i niezastąpioną przynętę/zanętę. Tego dnia złowiłem grubo ponad 50 kg ryb, które z trudem zapakowaliśmy do podbieraków.

 

Na następne karpie jedziemy w czerwcu. W wędkarskiej skrzyneczce jak zwykle nie zabraknie kilku paczek pelletu i kilku puszek kukurydzy. Z tym kompletem karpie nie będą miały żadnych szans.

 

Tekst: DF

Zdjęcia: R. Wysocki, P. Smyk