Ostatni trening przed ostatnim Okręgiem

Na tydzień przed ostatnimi w tym roku zawodami z cyklu GPx Okręgu wybraliśmy się z Łukaszem na trening. Cel był jeden - wybranie najskuteczniejszej metody na niedzielne zawody.

 

W pierwszej kolejności pojechaliśmy jednak na Młyny, gdzie trenował Krzysiek Turek, jego wujek i Michał Pazio. Pogadaliśmy chwilę, zabraliśmy zanętę i glinę, i obraliśmy kierunek na Kobiałkę. Zatrzymaliśmy na wysokości pierwszych dwóch stanowisk seniorskich od strony Warszawy. Nieco dalej trenowali już Maciek i Piotr Chłopeccy, Andrzej Giluk i Krzysztof Skowroński.

 

Trening miał być podzielony na 2 tury - najpierw ukleje, a potem tyczka, dlatego po namoczeniu zanęt i przetarciu glin, nie wrzucaliśmy towaru do wody, tylko rozstawiliśmy kombajny i zabraliśmy się za łowienie uklejek.

 

 

Już po kilku minutach było wiadomo, że przyjemności z tej metody za wiele nie będzie. Ryba bowiem brała z doskoku, była bardzo mała, a na dodatek powierzchnię wody spowiła gęsta warstwa liści. To wszystko złożyło się na mizerny wynik. Po godzinie dłubania malutkich rybek, która przypominała walkę z wiatrakami, postanowiliśmy sprawdzić ile udało nam się złowić. Ja liczyłem - miałem 88 uklejek, które ważyły około 600 gram. Łukasz miał mniej ryb i mniejszą wagę, ale jego uklejki były równej wielkości. U mnie ta wielkość była bardzo różna.

 

Teraz czas na zestaw skrócony. Łukasz sprawdzał wariant odważniejszy z większą ilością zanęty, zaś ja testowałem wersję "ekonomiczną" z mniejszą ilością spożyki i ciemniejszą. Przygotowałem około 15 kul, Łukasz 20. Kwadrans przed 12:00 rozpoczęliśmy łowienie.

 

 

 

W pierwszych minutach miałem więcej ryb od Łukasza. Trafiały mi się ładne płotki i krąpiki, ale z czasem brania zaczęły być coraz słabsze, zaś ryba w stanowisku Łukasza zaczęła się rozkręcać. Udało mi się jeszcze dołowić 0,5 kilogramowego leszczyka, ale na tym moja przygoda z większymi rybami się skończyła. Nie pomagało donęcanie i kombinowanie z zestawami.

 

 

Łukasz łowił za to bardzo regularnie średnie i małe płotki, gdy ja co minutę wyjmowałem malutkie krapiki albo ukleje, które przechwytywały moją przynętę. Po niecałych trzech godzinach zabraliśmy się za ważenie ryb.

 

 

 

Wynik Łukasza to ponad 3500, mój 1900 - różnica zdecydowana. Przyszedł zatem czas na wyciągnięcie wniosków.

 

Wnioski:

 

- Ryba pobierała dużo pożywienia i mała ilość zanęty praz jokersa spowodowała, że po kilkudziesięciu minutach nie miała już czego szukać w miejscu podania kul. Donęcania równie ubogą mieszanką było bezowocne.
- Towar należało lepiej dokleić, aby zminimalizować uwalnianie cząstek przez zanętę. Cząstki te wabiły ukleje i mniejsze rybki, co przeszkadzało w budowaniu wyniku.
- Główne obciążenie można było podsunąć pod sam przypon. Rybom to nie przeszkadzało, a dzięki temu łowiło się po prostu szybciej.