Mistrzowskie sekrety Wojciecha Kamińskiego cz.2

 
- Drennan idzie pod sport wyczynowy bardzo konsekwentnie. U nich nie ma nic, czego nie można by było użyć na Mistrzostwach Świata - mówi Wojtek i odkłada do schowka kolejne pudełko haczyków z serii Red. Po chwili dorzuca: - Zobaczcie, tutaj mam ich jeszcze trochę. Naszym oczom ukazało się kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt paczek haków Hikara. Mój wzrok zatrzymał się na ulubionej serii Barbel, którą od kilku sezonów z powodzeniem używam na komercji. Ba! Ja się po prostu zakochałem w tych haczykach. - Wojtek, łowisz na Barbele? Świetne są, co nie? - pytam, choć odpowiedź wydaje się formalnością. - Rzadko mam okazję, ale jak do tej pory sprawdzały mi się świetnie. Na karpie i brzany... rewelacja - kwituje mistrz.
 

- Masz uklejówki szóstki? - wtrąca Łukasz przerywając nasz powrót do rozmowy o ostrzach. - Mam i mam też wędkę, która bije wszystkie uklejówki na głowę - odpowiada z tajemniczym uśmiechem Wojtek. - Co to może być? - spoglądamy na siebie z Łukaszem nie ukrywając zdziwienia. Bohater artykułu sięga do pokrowca i wyjmuje z niego stary model Shimano Super Ultegra. - Wygrałem ten kij dawno temu na zawodach VMC. Na taki bacik łowił też kiedyś Marek Smoliński. Teraz już nie robią takich wędek. Wojtek widocznie wpada w zadumę. Pewnie przypomniały mu się stare, dobre czasy. Ale wracamy na ziemię. Bierzemy z Łukaszem niebieski kij do ręki i... szczęki nam opadają. Rzeczywiście, wędka jest ultra-sztywna i niesamowicie lekka. Jeśli waży 200 gramów, to chyba wszystko, a klasą można ją porównać do Maverowego Lasera. 
 
 
A co z resztą uklejówek? Masz serie czy misz-masz? - dopytuję i ze zniecierpliwieniem czekam, aż Wojtek otworzy pokrowiec oparty o ścianę. - No już, już, zaraz zobaczycie. Ja mam generalnie misz-masz... - westchnął Wojtek i chwycił wędki w ręce. Po chwili zobaczyliśmy arsenał godny wielkiego uklejarza. Wreszcie są! Niby chaos, ale zero przypadku. Wędki legendarne, uznane i najlepsze w swoich latach. Niektórzy mówią, że najlepsze w historii. W pokrowcu znajdujemy zarówno Mikado Alborelle, Quickspeedery jak i Garbolino Colibri. Szybko rozkładamy "Koliberki" - z ciekawości. Mikado machałem, ale to mało! Sam miałem te kije i przez głupotę sprzedałem. Mistrz wiedział co robi i zachował baciki do dziś. - To są wędki ponadczasowe, ja ich na pewno nie sprzedam. Nawet nie pamiętam od kiedy je mam, ale trochę już ze mną jeżdżą po Świecie... - mówi Wojtek i gładzi nakreślone upływem czasu blanki. Kije rzeczywiście nie wyglądają na nowe, ale są bardzo zadbane. Jak dopracowane stare samochody. Łącznie w pokrowcu Wojtka znajduje się 15 wędek. Praktycznie wszystkie długości są zdublowane, co przy naprawdę profesjonalnym podejściu do uklejowania jest koniecznością. Z nutką żalu spoglądam na kolekcję i obiecuję sobie, że kiedyś postaram się odbudować swoją na wzór Wojtkowej. 
 
 
 
Plastik tak, ale dakron... niekoniecznie
 
Z uklejówek przechodzimy na drobny sprzęt. A nawet bardzo drobny. Wojtek pokazuje nam swoje "pudełka ze szpargałami", które aż proszę się o błyskawiczne otwarcie. Zaczynamy od pudełka z antenkami i przyborami do matcha. - No mam tego trochę. To są takie "pierdoły", które raz się przydadzą, a raz nie. Zawsze jak zepsuje mi się spławik to ratuję z niego co się da. To duża oszczędność, a sporo ludzi o tym zapomina - stwierdza Wojtek. - Ringi! U francuzów zawsze jest tego dużo - krzyczy Łukasz i pokazuje na znajdujące się w pudełku ołowiane krążki doważające do spławików. Kolejne pudełko zawiera łączniki, korki i zaczepy do zestawów. Zaczynamy od łączników. - Do karpiowych używasz tych dużych, plastikowych zapinek? - pytam wpatrzony w kolorowe "zamieszanie". - Tak i generalnie używam tylko takich - Wojtek szybko rozwiewa wątpliwości. - A co sądzisz o łącznikach dakronowych? - pyta Łukasz, który ostatnio na naszej stronie prezentował tego typu zapinkę. - Jak zobaczyłem Anglików łowiących na to parę lat temu, to stwierdziłem że trzeba spróbować. Skoro się nie plącze, skoro działa to coś w tym jest. Spodobało mi się. No i przyszło Grand Prix Polski na Kanale Żerańskim. Przyjeżdżam w czwartek na trening, zrobiłem sobie kilka topów z takimi łącznikami... I szlag mnie mało nie trafił! Po godzinie miałem trzy zestawy do odgryzienia. Wszystko mi się plątało - wspomina Wojtek i od razu widać po nim, że niechęć do dakronu jest bardzo silna.
 

- Bo to musi być gruba żyłka i zestaw musi być stabilny - wtrąca Łukasz, ale mistrz szybko ripostuje: - No dobra, ale Anglicy łowią na to kanale i im się nie plącze, Adaś Niemiec łowi na to na wielu łowiskach i mu się nie plącze. I jak mi to wytłumaczysz? Zapada cisza. - Użyłeś magicznego słowa - "Anglicy" - podrzucam nieśmiało, co Wojtek i Łukasz kwitują uśmiechem. - Pewnie tak, Anglicy wszystko robią lepiej, ale to jedna rzecz. Zdejmuję taki zestaw i co widzę na końcu? Pozałamywaną, pozaginaną żyłkę. To nie jest fajne - dodaje gospodarz. Dakron ma tylu samo zwolenników, co przeciwników, co widać chociażby po tym fragmencie rozmowy, choć trzeba przyznać, że uwagi Wojtka na ten temat są bardzo trafne. Aby dokończyć temat pytam gospodarza o to czy plastikowe zapinki też jego zdaniem mają jakieś wady. - Przy małych tego nie widać, ale duże korki mają jedną wadę. Jak jest silny wiatr i wędka dostaje wibracji, to razem z nią zaczyna wibrować końcówka i jest takie "bum bum bum bum". To irytujące i przy płochliwych rybach raczej niepożądane. Nawet jak się wsadza szczytówkę pod wodę, to jest taki niefajny efekt - mówi ze skrzywieniem Wojtek. - Zauważyłem też, że aby żyłka wychodziła z łącznika tak jak trzeba i łącznik nie plątał się gumą, trzeba robić małe pętelki. Takie, aby ledwo można je było przełożyć przez zacisk... Chodźcie pokażę Wam jakie robię pętelki - dorzuca mistrz i z powrotem zabiera nas do stolika.
 
Na raz, na dwa, na trzy! Robimy pętelki!
 
- Nie bawię się w inżyniera i nie wszystko wychodzi równo, to powiem od razu - oświadcza Wojtek i zapytany przez Łukasza o to czy używa loopera przecząco kręci głową. Mistrz mówi, że pętle prawie zawsze robi na oko i po prostu stara się, aby były podobnej wielkości. Od zawsze zwraca uwagę na to, aby oczka były małe, choć w granicach rozsądku. Stwierdza także, że bardzo istotną sprawą jest to jak żyłka wychodzi z pętli. - Żyłka musi wychodzić z pętli prosto. Nie wiem czy ma to kluczowe znaczenie, ale jeśli po zaciśnięciu oczka linka wyjdzie krzywo to potrafię zerwać zestaw i robić pętlę od nowa. To samo z przyponami - kwituje Wojtek. Łukasz jest pełen podziwu, bowiem sam robi przypony wyłącznie z looperem i co ciekawe nie zwraca aż takiej uwagi na kąt wychodzenia żyłki. - Widzisz to są takie szczegóły, ja nie jestem taki precyzyjny, a Damian jest z kolei pedantem w tych sprawach. Każdy inaczej, byle do celu - stwierdza Łukasz i dopytuje Wojtka na ile przełożeń żyłki robi oczko. - Na trzy - odpowiada bohater artykułu. - O, a ja na jedno - mówi Łukasz. - Serio? I nic Ci się nie rozwiązuje? - pyta ze zdziwieniem i niedowierzaniem Wojtek. - Nie, nie pamiętam żeby coś było nie tak... A Ty Damian, jak robisz? Moja odpowiedź udowadnia tylko, że różnic w naszych przygotowaniach jest więcej niż mogłoby się wydawać. - Ja? Na dwa razy... - odpowiadam śmiejąc się z nieoczekiwanego rozwinięcia wątku.
 
Gdy tak rozmawialiśmy o oczkach i pętelkach przypomniał mi się film z przygotowaniami Alana Scotthorne'a, który niedawno widziałem w sieci. Moją uwagę przykuły właśnie niewielkie pętelki, które wielki, angielski mistrz robił na końcach swoich zestawów. Zapytałem Wojtka co o tym myśli. - Wiesz, przypadku w tym nie ma. Im mniejsza pętelka tym w większym stopniu zachowuje swój okrągły kształt. Dłuższa szybciej się spłaszcza i jak przyjdzie co do czego, może być problem z wymianą przyponu. Poza tym jak się dwie żyłki na dużych pętlach złączy to powstają jakieś dziwne zakrzywienia i ten zestaw nie jest już taki czuły. A gdy się weźmiemy do kupy takie detale - dobrze zawiązany mały haczyk, dobrze przygotowane pętle, prawidłowo dociśnięte śruciny to się okaże, że te 10 ryb więcej można złowić - odpowiada Wojtek, na co pozostaje nam tylko z uznaniem przytaknąć. 
 
Temat pętelek zamykamy. Otwieramy temat ciężarków typu stil, które kątem oka dostrzegam w akcesoriach Wojtka.
 
Stil + ołówek = uklejka
 
- Stili po raz pierwszy używałem na Mistrzostwach Świata na Kanale Żerańskim - wyprzedza moje pytanie Wojtek, który zauważa zainteresowanie pudełkiem. - Rzadko się zdarza żeby łowić ukleje na tak przełowionym łowisku jak kanał po kilku dniach treningów. Tam naprawdę się przydały - dodaje. Łukasz marszczy czoło i widocznie zastanawia się co stanowi przewagę stili nad śrucinami w takich warunkach. Wojtek tłumaczy, że ich zastosowanie wyczula zestaw przez to, że ołów rozłożony jest w dłuższym słupie. Twierdzi także, że przewagą stili jest szybkość ustawiania się zestawu, będąca zasługą walcowatego kształtu ciężarków.
 
- No dobra, a jakie spławiki na ukleje? Ołówki czy bombki - dopytuję, spoglądając na kolorowy arsenał. - Powiem tak, bombek używam bardzo rzadko. Zdecydowanie ołówki. I dla mnie ołówek to nie jest po prostu długi spławik. Kiedyś Krzysztof Bukrak tłumaczył mi w jakich warunkach lepsze są bardziej pękate, a w jakich bardziej smukłe. To złożona sprawa i trzeba ją podeprzeć setkami, jeśli nie tysiącami godzin treningów. Generalnie na ołówki łowi mi się po prostu lepiej - mówi wyraźnie podekscytowany Wojtek. Nasza uklejowa pogadanka po chwili przechodzi na fazy łowienia uklei. To ciekawy wątek, którego doświadcza chyba każdy wyczynowiec, ale już nie każdy jest w stanie go zdiagnozować i zauważyć. - Wiecie, że podczas łowienia są 4 fazy? - podpytuje nas mistrz. Ja na początku przytakuję w ciemno, nie do końca zdając sobie sprawę o czym mowa. - Moment, jakie 4 fazy? - wtrącam. - Najpierw na ukleje się czeka. Potem biorą bardzo dobrze i się rozkręcają. Następnie przychodzi moment, w którym odchodzą i są trudne do złowienia. I na koniec znowu jest rzeźnia, w ostatnich minutach często prawdziwa rzeźnia - opowiada Wojtek, a ja klepię się w czoło, że od razu nie zorientował się co mistrz miał na myśli.
 
- To nie jest standard, ale widzę to często. Tak samo jest przy małych i średnich rybach z tyczki. I znowu wychodzą detale. Jeśli dopasuję się odpowiednio, dam odpowiedni haczyk, odpowiednią przynętę i dobiorę odpowiedni sposób nęcenia to mogę wypracować przewagę nad rywalami w tych kluczowych momentach, gdy ryba żeruje gorzej. To właśnie tam uzyskuje się przewagę, a nie w momentach bardzo dobrego żerowania. Jak inni łowią jedną rybę na 10 minut, to Ty złowisz jedną na dwie minuty, czyli łowisz 5 razy więcej niż oni... - mówi Wojtek i trudno się z nim nie zgodzić. Zostajemy przy uklejach. Łukasz podrzuca na forum temat dublowania wędzisk. Wojtek przełyka ślinę i znów wraca do szkoły minimalizmu: - Przy dobieraniu zdublowanych wędzisk nie popadałbym w skrajność. Radzę po prostu na jednej serii zastosować cięższy zestaw z większym hakiem, typowy do szybkiego łowienia, a w drugiej serii lżejszy z delikatniejszym haczykiem. I np. tym drugim można łowić gdy ryba odskoczy, po czym płynnie przejść w fazę dobrego żerowania z cięższym zestawem.
 
"Oddajemy męża"
 
Chcąc dokończyć wątek szybkościowego łowienia pytamy jeszcze Wojtka o haki, które poleca do słabego żerowania uklei. - Na delikatnie żerujące ukleje wiążę haczyki Drennana Ultrafine Pole. Te czerwone. Jeśli biorą "normalnie" łowię na Gamakatsu z serii LS. I to nie jest tak, że to są jedyne słuszne haczyki. Z uklejarzami jest tak, że jak w żadnej innej technice wyczynowej każdy ma swoje przekonania i większość za nic nie da się od nich odciągnąć. Dla mnie to w pewnym stopniu zrozumiałe - stwierdza Wojtek i po chwili zaczyna czegoś szukać w pudełku. - Zobaczcie, to jest spławik, którym zdobyłem mistrzowski tytuł w 97 roku - mówi gospodarz i pokazuje nam bordową bombkę z czerwoną anteną autorstwa Andrzeja Bukraka. Błyskawicznie prosimy o zdjęcie. Niezwykle cenna pamiątka, o której można by mówić godzinami...
 
 
 
 
 
 
 
 
 
I tak rozmawialibyśmy pewnie do późnej nocy, gdyby nie nieubłagany czas. A konkretnie jego upływ. - O w mordę, zaraz jedenasta - krzyczy Łukasz i drapie się po głowie. - Chyba spadamy. Niesamowicie zleciało... - dodaję i kieruję wzrok w stronę Wojtka. On jest chyba najmniej zmęczony z całej trójki. Niesamowity wędkarz i do tego wulkan energii. Po chwili do piwnicy wchodzą mała córeczka mistrza i jego małżonka. - Oddajemy męża - mówi Łukasz i już wiemy, że czas się pożegnać. Dziękujemy Wojtkowi za wodospad wiedzy i wspaniałą atmosferę podczas wizyty. I tak po drodze do wyjścia jeszcze kilka razy. Bo jest za co. Przy okazji umawiamy się na kolejną wizytę... Ale o tym już niebawem. Dzięki Wojtek z całego serca, w imieniu naszym i czytelników!
 
Tekst: DF
Zdjęcia: DF i ŁK