Mistrzostwa Polski okiem debiutanta (piątek)

Noc minęła szybko, z resztą i tak prawie w ogóle nie spałem. Około 8:00 byliśmy już w drodze na łowisko. Dojeżdżając do Dworów mogliśmy podziwiać niezwykłą urodę tutejszej Wisły. Rzeka wprost kapitalnie odnajduje się w miejscowym krajobrazie. Najlepszym dowodem są zdjęcia poniżej.

 

 

Wracamy jednak do mistrzostw. Jak się okazało organizatorzy nie przeprowadzili losowania według okręgów tylko indywidualnie, dlatego koło siebie miałem kolegów z innych krańców Polski.

 

Numer stanowiska 13, więc prawie na skraju, a zejście - no cóż - znowu niezbyt ciekawe, ale na to narzekali wszyscy bez wyjątku. Tym razem postanowiłem sprawdzić nieco inną zanętę opartą na 3 prostych składnikach, nawilżoną wstępnie atraktorem leszczowym w płynie. Zrobiłem jej trochę mniej niż dzień wcześniej - około kilograma. Do tego po konsultacji z Krzykiem w oddzielnym wiadrze umieszałem 8 kilogramów gliny, nieco jaśniejszej niż w czwartek, ale o podobnym składzie i konsystencji. Tym razem ziemię torfową zastąpiła glina wiążąca, a reszta została bez zmian. Do wstępnego nęcenia ulepiłem 14 kul na tyczkę i 6 na skróta (połowa gliny z jokersem i połowa gliny z zanętą). Oddzielnie z kubka podałem 3 kuleczki mocno sklejonej gliny naszpikowanej jokersem i kasterem.

 

Na początku próbowaliśmy łowić na tyczkę, jednak efekty były przeciętne. Brały niewielkie płotki i okonie, zaś kolega obok, Marcin Grotkowski już w 2 wstawieniu wyciągnął kilogramowego leszcza.

 

 

Chwilę później miał 2 mniejsze "ćwierćkilówki" i już na początku treningu mocno mi "odjechał". Po kilkunastu minutach bezowocnych prób na tyczce, przeszliśmy na łowienie uklei, jednak po 5 minutach i z tego zrezygnowaliśmy. Uklejek po prostu nie było. Przyszedł czas na skróta. Przed wstawieniem zestawu podałem kuleczkę gliny z jokersem (posypanej atraktorem leszczowym) wielkości orzecha włoskiego. Efekt był natychmiastowy. Już w pierwszym wstawieniu złowiłem leszczyka. Potem do siatki trafiło kilka płotek i okoni - i znowu leszczyk.

 

 

 

Praktycznie każde wstawienie kończyło się braniem, ale 50% pudłowałem. Branie trzeba było przeczekiwać (liczyć do co najmniej 5). Dopiero pod koniec treningu zacząłem łowić efektywnie wykorzystując większość brań. W 2 godzinie trafiła mi się miła niespodzianka - branie karpia. Niefortunnie ryba wzięła po dłuższym przestoju, gdy zmieniłem przypon na 0.06 z haczykiem numer 22 (wcześniej było 0.08 i 20). O dziwo udało mi się utrzymać rybna kiju przez kilka dobrych minut. Ryba odjeżdżała regularnie, ale jak na karpia dość spokojnie. Po około 5 minutach pierwszy raz zobaczyliśmy przeciwnika - był to śliczny lustrze, o masie około kilograma. Niestety pierwsza i jak się okazało ostatnia próba podebrania była nieskuteczna. Karp, gdy tylko zobaczył kosz podbieraka dostał furii i z impetem ruszył w stronę przeciwnego brzegu. Dwie sekundy później było po zabawie - ultracienka żyłka nie miała prawa wytrzymać takiego odjazdu i pękła.

Mogłem być jednak zadowolony - po konsekwentnym donęcaniu i przegruntowaniu zestawu łowiłem coraz większe ryby i o dziwo po zamieszaniu spowodowanym przez hol karpia (5 minut odjazdów w zanęcie) ryby nadal brały! Do końca zostało jednak mało czasu, jeszcze raz spróbowałem wyjechać tyczkę, jednak bez efektów.

 

Trening dobiegł końca. Dowiedziałem się, że nie tylko ja miałem przygodę z karpiem. Jeden z zawodników w sektorze C wyjął 2 karpia, inny urwał dużą rybę. Trafiały się także ładne leszcze i linki. Postanowiliśmy zważyć ryby - miałem niecałe 2 kilogramy zbudowane przez góra 1,5 godziny na skrócie. Obok Marcin Grotkowski złowił prawie 3,5 kilograma (leszcze i płotki z 13 metrowej tyczki), a zawodnik po mojej lewej złowił niecałe 2,5 kilograma ryb, cały wynik budując w ostatniej godzinie treningu.

 

 

 

I znowu czas na wnioski - trzeba było także ustalić taktykę na sobotnią I turę.

 

Wnioski:

 

- Można skutecznie łowić ze skróta. Ryb jest dużo i trafiają się bonusy. Należało łowić tuż za kamieniami i bardzo często donęcać.
- Ukleja to ryba widmo. Niby boleń, co chwila atakuje drobnicę przy powierzchni, ale nie udało mi się złowić ani jednej sztuki. Nie ma sensu brać tej ryby pod uwagę w czasie zawodów.
- Znowu potwierdza się to, że zbytnie odchudzanie zestawu może się zemścić. Zarówno na skrócie jak i na tyczce są ładne ryby i złowienie choćby jednej może wywindować o kilka pozycji w górę. Na 0,08 ryby brały tak samo jak na 0,06.
- Z przegruntowanego zestawu biorą wyłącznie leszczyki, zaś z zestawu na styk tylko płotki i okonie. Nad dnem brania są sporadyczne, trafia się płoteczka i wzdręga.
- Brania trzeba przeczekiwać, ale czasami nawet po długim liczeniu ryba się nie zapina. Tutaj powstał dylemat - Zacinać w bok? Mocniej? Słabiej?
- Jaśniejsza zanęta - mniej okonia, więcej białej ryby. Jasny brąz sprawdził się bardzo dobrze. Popracować trzeba jeszcze nad ilością zanęty. Tutaj ciężko o jakiekolwiek wnioski, ponieważ łowiłem tutaj za krótko i sprawdziłem za mało wariantów.