Method feeder - domowy eksperyment

 

Na Wyspach Brytyjskich i w ciepłych regionach Europy Zachodniej od wielu lat dużą popularnością cieszy się method feeder. Znaczącą rolę w rozwoju tej techniki odegrało tam dopuszczenie „metody” do zawodów na łowiskach komercyjnych.

 

U nas method feeder dopiero raczkuje. Na rynku systematycznie pojawiają się niezbędne akcesoria i odpowiednie zanęty.  Metoda staje się doskonałą alternatywą dla odległościówki i tyczki, zwłaszcza w pierwszej części zawodów. Dowodem na to były tegoroczne zawody o Puchar Portalu Mazowsze Wędkuje rozegrane na Halinowie. Postanowiliśmy włączyć metod feddera "do gry", co okazało się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Swoje sektory wygrali m.in. Darek Bogucki i Krzysiek Turek, którzy postawili właśnie na metodę.

 

 

Aby lepiej zobrazować pracę koszyczka do metody i proces wymywania się zanęty postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment w akwarium. Mam nadzieję, że moje doświadczenia przydadzą Wam się podczas zasiadek na karpodromach.

 

Do testu wykorzystałem klasyczny zestaw składający się z koszyka Drennan oraz przypiętego na agrafce 5 centymetrowego przyponu z hakiem numer 14.  Na haczyku umieściłem sztuczną kukurydzę. Niestety sztuczne „kuku” pływa, dlatego przypon dodatkowo obciążyłem małą śruciną, aby zoptymalizować zachowanie klasycznej kukurydzy. Jako zanętę wykorzystałem 4 rodzaje przysmaków. Były to:

 

1)   4 mm pellet namoczony w wodzie (przed lepieniem moczony przez około minutę).

 

2)   4 mm pellet namoczony w wodzie doklejony gumą arabską i zanętą

 

3)   Klasyczna zanęta karpiowa z odsianymi grubszymi frakcjami

 

4)   Klasyczna zanęta karpiowa z odsianymi grubszymi frakcjami, doklejona gumą arabską.

 

Po przygotowaniu mieszanek zabrałem się za praktyczną część testu. Byłem bardzo ciekaw jak pod wodą zachowają się poszczególne warianty.  

 

1) Na pierwszy ogień poszedł koszyk wypełniony samym pelletem. Po wrzuceniu do wody pellet od razu zaczął się rozkładać. Szybko uwolnił  przynętę, która cały czas była bardzo blisko karmnika (zasługa krótkiego przyponu). Cały koszyk rozpuścił się w 30 sekund, czyli bardzo szybko. Po pół minucie całość mocno smużyła i stworzyła wokół koszyczka mały obłoczek. Namoczony  wcześniej pokarm puścił delikatną smugę już przy samej tafli wody.

 

 

Według mnie jest to doskonały sposób napełnienia koszyka na płytkie łowiska, w których ryby są przyzwyczajone do pelletu. Na łowisku głębokim takie napełnienie nie zdałoby egzaminu, ponieważ koszyk mógłby dolecieć  do dna z niepełnym ładunkiem.

 

2) Druga próba to klejony pellet. Tutaj wszystko działo się zdecydowanie wolniej. Po wrzuceniu do wody koszyk stał nieruchomo. Pierwsze oznaki rozpuszczania pojawiły się po około 20 sekundach, a całość rozłożyła się dopiero po 2 minutach i 30 sekundach. To około 5 razy dłużej niż przy wariancie bez kleju. Ten typ zanęty sprawdzi się zatem w łowiskach głębszych, spokojnie pozwoli dolecieć koszykowi do dna, nie uwalniając po drodze żadnych cząstek.

 

 

To pożądana cecha w łowiskach z dużą ilością drobnicy. W razie potrzeby można uzyskać efekt jeszcze wolniejszego rozmywania, jednak już tutaj przy dodaniu odrobiny kleju proces spowalniający jest mocno zauważalny.

 

3) Teraz kolej na koszyki z zanęta. Pierwsza mieszanka tak jak wspomniałem nie została dodatkowo doklejona. Spodziewałem się tutaj szybkiego rozłożenia koszyka i tak też się stało. Całość rozmyła się w niespełna 30 sekund. Zanęta zaczęła wybijać do góry i stworzyła wyraźną „chmurę” wokół karmnika. Takie zachowanie daje do myślenia pod kątem stosowania traktorów. Przy słabym żerowaniu ryb lub dużej presji na łowisku zanęta pełni rolę doskonałego nośnika do zapachów. Szybko się rozmywa i tworzy obłok wzbudzający zainteresowanie ryb. Ten typ zanęty polecam raczej na łowiska płytkie.

 

 

4) Nasz ostatni test to klejona zanęta, która zachowywała się podobnie jak jej poprzedniczka. Czas wymywania był przewidywalnie dłuższy. Wszystko rozmyło się po 1 minucie i 45 sekundach. W tym przypadku powstał jednak znacznie mniejszy obłok co było zasługą powolnego uwalniania składników, które robiły „mniej zamieszania”.  Analogicznie jak w przypadku klejonego pelletu taki wariant polecam na głębsze łowiska.

 

 

Jak widać zwykły test w akwarium może dać nam sporo do myślenia. Co więcej pozwala zaobserwować jak zachowuje się nasza przynęta, zanęta i zestaw w środowisku podobnym do tego zamieszkiwanego przez karpie. Nie bójcie się eksperymentować tym bardziej teraz w zimę, gdy czasu na wyciąganie odpowiednich wniosków mamy aż nadto…

 

Tekst: ŁK

                                                                                                                                                                                                                                                                                                        Zdjęcia: Monika Ruszczyk