Majówka w Bełchatowie

 

Ze zbiornikiem Słok w Bełchatowie do tej pory nie miałem dobrych wspomnień. Kilka tur na tym łowisku zakończyłem na końcu stawki. Z drugiej strony intrygowały mnie piękne płocie łowione podczas zawodów oraz wysoki poziom techniczny, jaki trzeba osiągnąć, by efektywnie łowić na tym zalewie. Żeby przełamać złą passę na Słoku postanowiłem poprosić o pomoc Marcina Stańczyka, doświadczonego na tym łowisku zawodnika klubu Sensas Polska. Marcin „zjadł zęby” na bełchatowskich płociach, a jego wskazówki przewróciły moją wiedzę o Słoku do góry nogami.

 

Na przełomie kwietnia i maja rozgrywane były na Słoku dwie tury zawodów z cyklu Sensas Chellange. Kolejny dzień majówki to zawody Robinson Cup. Marcin startował w zawodach Sensasa, ja postanowiłem ten dzień poświecić na obserwacje, a wystartować w kolejnych dwóch dniach. Oba cykle zawodów poprzedzały mające się tu odbyć tydzień później GPX Polski, co dodatkowo podnosiło prestiż i zapewniało mocną obsadę zawodów. Przez 3 dni przewinęło się na listach startowych kilka sławnych nazwisk z I ligi.

 

 

Dzień pierwszy - sobota

 

Dwie godziny z kawałkiem za kółkiem, szybka kawa na stacji i już byłem w Bełchatowie. Nad brzegiem zbiornika przywitało mnie slońce, ale było dość chłodno. Po losowaniu Marcin Stańczyk ląduje na stanowisku nr 2 w swoim sektorze, które znajduje się przy wewnętrznym łuku od lewej części zbiornika. Krótka wymiana zdań nie wróży nic dobrego. Poprzedni dzień spędzony na treningu przyniósł niewiele ryb, choć ładnych rozmiarów. Na płocie niestety trzeba było czekać, nawet siedząc samemu. Wyniki nie napawały optymizmem. Jednak nasz mistrz bardzo dobrze zna zbiornik w Bełchatowie i nie zraził go piątkowy trening. Wziął pod uwagę wnioski wyciągnięte podczas wczorajszej sesji oraz dotychczasowe doświadczenie i przygotował do nęcenia oraz łowienia pod tyczkę: 8 paczek gliny Mondial Super Strong, 1 paczkę gliny Mondial Black Mix, litr jokersa, 3 litry gotowanych konopii oraz ochotkę haczykową.

 

Zadziwiło mnie to, że w mieszance na płocie nie dodał w ogóle zanęty. Dlaczego? Marcin stwierdził po treningu, że jest mało ryb i zanęta może je tylko wystraszyć. Wiele razy udawało mu się tu wygrywać w ten sposób. Stwierdziłem, że nie będę dyskutował z tą strategią i zdam się na jego doświadczenie.

 

 

  

 

Do wody na pierwsze nęcenie powędrowało 8 litrów gliny z jokersem, które były dość mocno sklejone. Dodatkowo z kubka poszło kilka kulek mocno napchanych czerwonym robakiem wraz z luźno wrzuconą do kubka konopią. Strzał rozpoczynający zawody wszyscy wyjeżdżają tyczkami i…

 

 

Następuje cisza i spokój… Żadnych brań… Wszyscy patrzą się na nieruchome spławiki… Na wielu sektorach taki stan utrzymywał się przez większość zawodów, a do siatek trafiały pojedyncze ryby. Po lewej stronie od Marcina na skraju jego sektora ewidentnie na prowadzenie wysuwa się kilka zawodników. Po kilkudziesięciu minutach od rozpoczęcia zaczynają regularnie odławiać płocie. Jedynie Arek Pawlak siedzący na otworku nie łowi ryb. To dziwne, czyżby zrobił coś nie tak? Marcin w tym czasie próbuje złowić cokolwiek. Strzela konopią, aby zwabić płocie. Niestety silny wiatr nie pozwala strzelić pod czubek tyczki. Wtedy do akcji wchodzi kubek zanętowy. Marcin zaczyna regularnie donęcać w łowisku jokiem z gliną oraz luźnymi konopiami. W jego siatce pojawiają się pierwsze okonki i jazgarze. Jest progres, ale to jednak zbyt mało by wygrać!

 

 

Jako obserwator i fotograf ląduje z drugiej strony zawodów u Mirka Mireckiego, który łowi w sektorze A. Tu z rybą jest bardzo słabo, ale Mirek zainteresował mnie jedna rzeczą. Tyczka nie ruszona – łowi matchówką! Odławia co kilka rzutów jazgarza, a między nimi co jakiś czas trafia płotkę. Po kilkunastu minutach obserwacji jego połowy wyglądają naprawdę imponująco (jak na fakt, że reszta zawodników broni się przed zerem).

 

 

Wracam do ostatniego sektora. Marcin dołowił kilka ryb, w tym dwie płotki, ale w jego rękach także widzę matchówkę. Ryb było "na tyle dużo", że zdążył ją rozłożyć i dołowić jeszcze kilka jazgarzy. Nie był to wynik na wygraną sektora, ale wniosek na kolejny dzień jest taki, aby te wędki mieć gotowe. Z drugiej strony sektora Marcina sytuacja z rybami wyglądała zupełnie inaczej. Pierwsze kilka stanowisk łowiło i to całkiem nieźle. Diametralnie zmieniła się sytuacja u Arka Pawlaka. Zaczął odławiać  ryby - piękne płocie! Po bardzo słabym początku wyszedł na prowadzenie. Siedząc za nim widziałem kilka spiętych ryb, kilka okoni, ale i tak tempo było zadowalające. Czułem, że tomoże być jedynka w całych zawodach. Tak też się stało! Arek z wynikiem ponad 11 kilogramów wygrywa. Jak widać doświadczony zawodnik potrafi nie tylko wykorzystać dobre losowanie, ale także wykazać ogromną konsekwencję i cierpliwość. Marcin kończy na 11 pozycji w sektorze. Pakuje sprzęt i jedziemy do hotelu naszykować się na kolejny dzień zawodów, a jednocześnie wyciągnąć wnioski z pierwszego dnia.

 

 

 

Dzień drugi - niedziela

 

Drugiego dnia Słok przywitał nas cieplejsza pogodą. Twarze zawodników wymieszały się. Wielu pojechało do domu, a w ich miejsce pokazali się inni. Na starcie znów stanęło prawie 90 osób. Razem z Marcinem zmieniliśmy strategię. Na pierwsze nęcenie do gliny doszła zanęta w ilości jednego litra. Skład zanęty to Gros Gardons wymieszany z Sensas Lake i epiceine. Tym razem oprócz 13 metrowej tyczki przygotowaliśmy także matchówki. Tu podać mieliśmy ok. 3 litrów mieszanki gliny i zanęty.

Losowanie rzuca mnie do sektora A, który poprzedniego dnia wygrywa Mirek, za to Marcin ląduje w środkowym sektorze. Ruszamy na stanowiska. Losowanie nie jest złe. Dnia poprzedniego w moim sektorze nie było dużych wyników, ale to akurat mnie cieszy. Nastawiłem się, że w przypadku braku ryb, będę mocno pracował nad łowiskiem poprzez donęcanie oraz skakanie z linii na linię.

 

Sygnał do nęcenia i do wody ląduje 6 litrów mieszanki gliny z zanęta oraz do tego litr gliny z 3 setkami joka podany kubkiem. Do tego jeszcze kubek konopi, a na 30 metr wrzucam 3 litry mieszanki z 2 setkami joka.

 

Pierwsze minuty rozpocząłem od łowienia matchem. Co rzut łowię jazgarza. Wszystko idzie zgodnie z planem gdyby nie to, że siedząca obok mnie Marta Gottwald też łowi jazgarze... ale szybciej, bo na tyczkę. Ja także zaczynam łowić tyczką i zdecydowanie poprawiam swoje tempo. Łowię jednego za drugim i wraz Martą rywalizujemy o to, kto złowi ich więcej. W pewnym momencie dochodzą do mnie informacje o tym, że w sektorze trafiają się pojedyncze płotki. Nie wygląda to dobrze, bo na jedną dużą płoć muszę złowić kilkadziesiąt kolczastych stworków. Ale za chwilę i na mojej tyczce pojawia się płoć, która niestety spada… Szybka korekta amortyzatora, by ten działał luźniej i kolejna płoć siedzi już na haku. To niezły bonus, jak na te warunki. Moje boki nie łowią już żadnej płotki do końca zawodów, a ja nadal odławiam jazgarze. Aby je utrzymać w łowisku potrzebna jest ciągła na praca, w postaci donęcania kubkiem gliny wraz z jokersem. Wiem, że są osoby,  które mają kilka płotek, ale jeszcze nic straconego. Gdy dochodzi do mnie waga, informują mnie, że prowadzi 1800 gram, a Marta w sektorze ma drugi wynik, zbudowany jazgarzami i pięknym okoniem. Czy moje jazgarze i płotka wystarczą do zajęcia dobrego miejsca?

 

U mnie waga wskazuje ponad 1300 gram, jest dwójka sektorowa oraz 10 miejsce indywidualnie. Plan zrealizowany! Mam kwalifikację do finału. Na mój wynik złożyła się jedna płotka oraz około 70 jazgarzy. Składam się i jadę do Marcina. Ten wygrywa swój sektor i jest ogólnie 5 w całych zawodach. Wagi niskie, ale miejsca cieszą. Jak widać praca nad łowiskiem i odpowiednie donęcanie opłaciło się. Marcin tym samym sposobem złowił 6 płotek, co pozwoliło mu wygrać. Dodam, że podczas tych zawodów został ustanowiony rekord łowiska - 22 kilogramy. Pokazuje to jak nierówny był Słok podczas majowych zawodów. 

 

 

 

Trzeci dzień na Słoku spędzam już sam. Na zawodach Robinson Cup zajmuję też 2 miejsce w sekorze. Nie zmieniając nic z mojej taktyki, łowię więcej płoci i jednego przyzwoitego okonia.

 

Trzy dni spędzone nad wodą. Dużo nauki, ale też małe sukcesy. Jak widać nawet po niepowodzeniu warto przemyśleć swoją taktykę i na kolejny dzień zmienić założenia tak, by te przyniosły zamierzony efekt.