Karpiowo-karasiowy poligon z Dynamite Baits

 

Na pellet łowiliśmy już karpie i leszcze. Tym razem za cel postawiliśmy sobie siatkę pełną karasi.

 

Łowisko na które wybraliśmy się podczas naszej kolejnej wyprawy, było kompletną zagadką. Nie znaliśmy ani głębokości, ani szczegółów dotyczących rybostanu. Wiedzieliśmy tylko, że pływają tam karasie i karpie. Jak się do nich dobrać? Ano właśnie, tego też nie wiedzieliśmy... By nieco zwiększyć swoje szanse zabraliśmy zarówno wędziska do metody, jak i klasyczne tyczki. Na długie wędki zdecydowali się Łukasz i Radek. Ja pozostałem wierny „metodzie”, która w tym roku diametralnie zmieniła nasze podejście do łowienia ryb karpiowatych.

 

Dzięki ograniczonej ilości sprzętu, nieco więcej czasu mogliśmy poświęcić przygotowaniu zanęt i przynęt. Tym razem, dzięki uprzejmości firmy Normark i wsparciu sklepu Multifishing.pl testowaliśmy pellety i mieszanki Dynamite Baits. Smaczku całemu testowi dodał fakt, że każdy z nas miał do dyspozycji nieco inny wariant zapachowy.

 

 

 

Radek postawił na "rybne klimaty". Nęcił i łowił na pellet Marine Halibut w rozmiarze 6 i 8mm. Przypuszczaliśmy, że to właśnie jego opcja będzie tego dnia najlepsza. Halibut sprawdza się bowiem prawie zawsze i wszędzie. To bardzo uniwersalny smak, który lubią zarówno duże karpie, jak i leszcze.

 

 

Łukasz chciał kusić ryby zanętą Swim Stim Red Krill Carp i 2 milimetrowym pelletem XL Carp Pellets. Na haczyk zakładał identyczny pellet w rozmiarze 6 milimetrów. Naszą uwagę zwrócił przede wszystkim kolor i zapach mieszanki używanej przez Łukasza. Nuta była bardzo intensywna i przypominała mieloną paprykę - jak się później okazało była równie zaskakująca, co skuteczna.

 

 

Ja zdecydowałem się na „zbożowe klimaty”. Na mój zanętowo-przynętowy arsenał składała się mieszanka Swim Stim Method Mix i pellet Hi-Attract Carp Pellet w rozmiarze 4,6 i 8mm. Drobnego, 4mm pelletu i zanęty używałem do wypełniania koszyczka. Łowiłem na grubszy 6-milimetrowy pellet. 8mm miałem w zanadrzu na wypadek pojawienia się w łowisku pokaźnych karpi.

 

 

Łukasz i Radek łowienie poprzedzili krótkim nęceniem wstępnym. Za pomocą klasycznego kubka zanętowego wyprowadzili w łowisko 2-3 niewielkie porcje pelletu. Warto przy tym wspomnieć, że pellet, który używaliśmy do nęcenia wcześniej poddaliśmy specjalnej obróbce. Do pudełka wsypaliśmy małą porcję granulatu, który zalaliśmy niewielką ilością wody (tylko tyle, aby przykryło zawartość). Po minucie odlaliśmy wodę i odstawiliśmy pellet by "doszedł". Kilka minut później był gotowy do użycia. Zarzucenie wędek musieliśmy jednak na krótko odłożyć. Niebo spowiły czarne chmury, a z nieba lunął rzęsisty deszcz. Pogodowe szaleństwo w połączeniu ze skaczącym ciśnieniem nie napawało optymizmem, ale gdy tylko ulewa ustała, chwyciliśmy za wędki i rozpoczęliśmy polowanie.

 

 

Pierwszy rybę złowił Łukasz. Niewielki karaś srebrzysty połakomił się na pojedynczy pellet. Po chwili Łukasz dołowił identycznego "japońca" i poprawił małym karpikiem. To na dobre zmobilizowało Radka, który w odpowiedzi złowił 2 karasie i już nie siedział na zero. Najdłużej na rybę, ale nie na samo branie czekałem ja. Dotknięcia miałem już w pierwszym rzucie, jednak na początku nie potrafiłem wyczuć momentu zacięcia. Okazało się, że brania należy przeczekiwać lub lekko prowokować rybę, za pomocą delikatnego podciągnięcia koszyczka. Konieczne były także eksperymenty z długością przyponu i wielkością haczyka. Finalnie najlepszy okazał się 10 cm przypon z haczykiem numer 14.

 

 

 

Pierwsze godziny treningu upłynęły pod znakiem regularnego odławiania karasi i niewielkich karpików. Z czasem ryby rozkręciły się na dobre. Srebrne rozbójniki doskonale reagowały na donęcanie2 mm pelletem. Silny wiatr uniemożliwiał strzelanie z procy, jednak i z tym poradzili sobie koledzy-tyczkarze. Z pomocą przyszedł specjalny mini-kubeczek zanętowy, przeznaczony do nakładania na top karpiowy. Kubeczka nie trzeba zdejmować podczas łowienia, co pozwala zaoszczędzić czas i zachować tempo. O ile podczas treningu to tylko zwykły bajer, o tyle w trakcie zawodów ten patent może przynieść wiele dobrego.

 

W trzeciej godzinie zanotowałem silniejsze branie na metodzie. Karp! Ryba krótko pobujała się na kiju i niestety spadła. Prawdopodobnie zadecydował zbyt mały haczyk, idealnie trzymający karasie. Kilka chwil później z dużej ryby na kiju cieszył się Łukasz. Duży karp wziął na najdelikatniejszym zestawie z gumą 2,1 mm i przyponem 0,14. Wszystko jak na złość. To był pierwszy wjazd „lekkim” w łowisko i od razu branie dużej ryby! Obawialiśmy się czy stosunkowo delikatny sprzęt wytrzyma trudy holu. Przy pierwszym odjeździe ryba praktycznie "wyzerowała gumę". Widzieliśmy i słyszeliśmy, że amortyzator jest na granicy wytrzymałości. Na szczęście wytrzymał. Po 5 minutach rybę udało się odpiąć do topu, a chwilę później karp był już bezradny. Kilka bałwanków, odjazdy rozpaczy i nieunikniony podbierak.

 

 

 

Ryba była naprawdę piękna, zdrowa, silna i grubiutka. Lustrzeń, będący w doskonałej kondycji, wziął na 6-milimetrowy pellet. Jak się później okazało tego dnia nikt nie złowił tutaj większej ryby.

 

Kolejne minuty upływały pod znakiem systematycznego odławiania karasi. Ryby brały jak zaprogramowane. Na tyczce – wstawienie zestawu, krótka prowokacja, lekkie przytopienie i branie. Na metodzie – lekkie dotknięcie i po chwili poluzowanie żyłki lub regularne przygięcie. Co ciekawe z karasiami radził sobie także Radek, który nęcił najgrubiej i najbardziej selektywnie. Okazało się, że tego dnia karasiom to wcale nie przeszkadzało – ryby wolały jednak drobniejszy pellet na haku i taki Radek musiał dobrać do swojego repertuaru.

 

 

 

Biorąc pod uwagę częste przerwy w łowieniu i mocno treningowe podejście, wyniki, które udało nam się uzyskać, przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Złowiliśmy po kilkanaście kilogramów karasi na głowę. Jakby tego było mało, Łukasz swój wynik podbił pięknym karpiem.

 

 

 

Po pamiątkowej sesji z rybami nie pozostało nam nic innego jak zaplanować ponowną wizytę na tym łowisku. Tym razem, po naprawdę wielkie ryby, których wedle zapewnień gospodarza nie brakuje.

 

Tekst: DF

Zdjęcia: Radek Wysocki i DF