Finał Robinson Cup 2016

Łowisko w Kluczborku ciekawiło mnie od dawna. Słyszałem, że łowi się tam naprawdę dużo ryb, wśród których dominują średnie leszcze. Lubię łowić te ryby, dlatego ucieszyłem się, że finał Robinson Cup odbędzie się właśnie na tym kameralnym zalewie. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna niż opowieści kolegów, a ja po raz kolejny przekonałem się o tym, jak ważna w naszym sporcie jest metoda odległościowa.

 

Trening

 

Nigdy wcześniej nie łowiłem na łowisku w Kluczborku, dlatego już na wiosnę zacząłem zbierać niezbędne informacje. Pierwsze newsy wskazywały na sporą ilość leszcza, (trzeba było złowić ponad 10 kg, aby wygrać turę). Z biegiem czasu informacje zmieniały się i łowisko coraz rzadziej postrzegałem jako łatwą, szybkościową wodę. Na zmiany wpłynęła m.in duża ilośc okonia, którym w tym roku został mocno dorybiony miejscowy zalew. Nie byłby to problem, gdyby nie wymiar, który wynosi tutaj aż 23 cm. O takiego garbusa naprawdę trudno na tym łowisku. Do tego organizator był zobligowany do ograniczenia treningów tylko do piątku, a dodatkowo limit zanęt i glin nie mógł przekroczyć 12 litrów. Ostatnie zawody przeprowadzone przed finałem pokazały, że wygrywa się już wynikiem 6 kilogramów. Z dnia na dzień robiło się coraz ciekawiej...

 

Te wszystkie informacje skłoniły mnie do wielu przemyśleń. Oprócz tyczki w mojej taktyce zaczeła pojawiać sie również matchówka, a w samej tyczce zestawy stawały się delikatniejsze niż przypuszczałem na początku.

 

Jak sprawdzić to wszystko samemu w jeden dzień? "To nie możliwe!" – myślałem. Wiedziałem, że w pojedynkę nie poradzę sobie z rzetelnym testem. Na całe szczęście kilka tygodni przed zawodami odezwał się do mnie Bartek Stasiak. Zaproponował wspólny trening, gdyż był w tej samej sytuacji jak ja. Przed treningiem doszliśmy do wniosku, że sprawdzimy dwie różne metody: matcha i zestaw skrócony. Postanowiliśmy, że ja będę łowił tyczką, a Bartek odległościówką. Każdy z nas miał swoją koncepcję zanętową. Na swoje łowienie przygotowałem mojego pewniaka na leszcze i płoć, czyli:

 

  

 

Zanęta: Sensas Gros Gardons + Sensas Lake + Epiceine

Mieszanka glin: "Górek" Double leam + "Górek" Argila cieżka 

Dodatkami zanetowe: jokers, kaster i gruba ochotka.

 

Bartek podał na wstępie 8 litrów gliny i zanęty wraz z jokersem oraz kasterem. Wszystko poleciało ok. 30 metrów od brzegu. Ja z kolei podałem 5 litrów mieszanki gliny i zanęty w stosunku 2:1. Do tego "wykubkowałem" 400 ml jokersaw mocno sklejonej glinie. Ilość robaków była duża, ale trudno się dziwić - bez względu na nie najlepsze zapowiedzi spodziewałem się sporej ilości ryb. Jako mieszankę na donęcanie przygotowałem glinę z jokersem oraz mieszankę gliny i zanęty wraz z kasterem.

 

O godzinie 10 nasze kule powędrowały do wody. Obok nas trenowali jeszcze Arek Pawlak oraz Szymon Ciesielski, zwycięzca zawodów Sensas Challenge sprzed dwóch tygodni. Cieszyłem się, że trenujemy koło takich zawodników, gdyż mogliśmy porównać swoje wyniki i popatrzeć, jak łowią najlepsi.

 

Po wrzuceniu do wody zanęty, ryby pojawiły się u mnie bardzo szybko. Łowienie zacząłem zestawem przegruntowanym o cały przypon, a na haku znajdowały się dwie ochotki. Pierwsze branie - piękna płoć o wadze około 100 gram, po niej kolejne, a kilkanaście minut później w łowisku zameldowały się leszczyki. Po około 30 minutach białe ryby nagle się "skończyły", a w ich miejsce pojawiły się okonie. Garbusy mocno przeszkadzały w łowieniu, a trafienie wymiarowej sztuki było niezwykle trudne. Próbowałem przekarmić te żarłoczne ryby, dlatego do wody powędrowały kolejne kulki gliny z jokersem. Te, na szczęście, zwabiły kilka leszczyków, ale zaraz po nich znów pojawiły się okonie. Po około 2 godzinach odławiania okoni stwierdziłem, że coś trzeba zmienić. W tym czasie u Bartka po dużej ilości okoni w łowisku pojawił się pierwszy leszcz.

 

  

 

Zacząłem szukać ryb nieco wyżej, ponad dnem i to był strzał w dziesiątkę! Okazało się, że kluczborskie leszcze, tak jak na wielu innych płytkich zalewach, można odławić w toni. U Bartka również pokazały się kolejne leszczyki.

 

W czasie naszego łowienia, łowisko na obu brzegach obserwował mój tata. Na przeciwległym brzegu ryb było o wiele mniej i okazało się, że moje 25 ryb złowionych na treningu było całkiem niezłym wynikiem.  Bartek skończył dzień z 5 leszczami i dużą ilością jazgarza. Trening był ciężki, ale miałem po nim poczucie, że dobrze zapoznałem się z łowiskiem. 

 

Dzień pierwszy

 

 

Sobota przywitała nas ponurą pogodą. Było pochmurno i zanosiło się na deszcz. Los rzuciłem mnie na stanowisko nr 10 na przeciwległym brzegu. Dzięki rozpoznaniu mojego Taty, wiedziałem że tutaj mogę się spodziewać mniejszej ilości ryb, które łowić będę przede wszystkim na matchówkę.

 

Przygotowałem się na dwie opcje łowienia - 13-metrowa tyczkę oraz matchówkę na 30 metrze. Do wody tym razem powędrowało mniej towaru - musiałem zmieścić  się w limicie 12 litrów.  Na obie linie zużyłem po 3 litry mieszanki, a do tego po 300g jokersa okraszonego kasterem. Reszta towaru pozostała na donęcanie.

 

 

Łowienie rozpocząłem od tyczki, ponieważ w piątek u większości zawodników, ryby na odległościówce pojawiły się dość późno (co było nie lada ciekawostką). Na początku odławiałem niewielkie okonie, ale między nimi zameldowały się płocie oraz leszczyki. Kilka sztuk  i znowu okonie. Po dwóch godzinach zdecydowałem się przejść na odległościówkę, ale na tej metodzie pomimo wielu rzutów złowiłem tylko jednego leszczyka. Kolejny powrót do tyczki. Jednak pomimo prób łowienia różnymi zestawami widzę, że konkurencja zaczyna mi "odjeżdżać". Patrząc w prawą stronę, czyli na początkowe stanowiska, widzę, że w ruch idą kolejne podbieraki. Większość ryby łowią matchówką, dlatego i ja wracam do tej metody. Pojawiają się o wiele mocniejsze brania. Ryby zaczynają się rozkręcać  i zaczynam regularnie odławiać ładne płocie i leszczyki. To dobry znak. Szyki krzyżuje mi zwiększający się wiatr. Ruch wody spowodował, że zestaw był coraz mniej stabilny, a brania z minuty na minutę zanikały. Po szybkiej zmianie zestawu na cięższy od razu wracam do łowienia. Odpowiedni rytm łowienia utrzymuję do końca. Waga wskazuje 5690g i jedynkę sektorową! Wygrana sektorowa cieszy z dwóch powodów. Po pierwsze swój wynik zbudowałem odległościówką, a po drugie osiągnąłem go ze środka trudnego sektora. To dobra zaliczka na kolejny dzień!

 

 

 

Dzień drugi

 

Drugi dzień zawodów rozpocząłem pełen wiary i optymizmu. Po dwóch dniach nad wodą rozumiałem coraz więcej mechanizmów, które decydują o sukcesie na tym łowisku. Tym razem losowanie kieruje mnie na stanowisko 34 - to samo miejsce, na którym trenowałem na treningu. Ta informacja dodatkowo podtrzymuje mój optymizm. Po prawej stronie moim przeciwnikiem jest Arek Pawlak – 3. miejsce w sektorze z dnia poprzedniego. Moja lewa strona to Tarczoń Marcin - jedynka sektorowa z soboty. Kilka stanowisk dalej kolejna jedynka - Artur Kulka. Nie był to łatwy sektor, ale dobrze, że miałem dobrych zawodników w zasięgu ręki. Przez cały czas mogłem mieć sytuację pod kontrolą.

 

Do łowienia przygotowałem się tak samo jak dzień wcześniej, jedyne co zmieniłem, to ilość robaków na pierwsze nęcenie. Tym razem dałem ich nieco więcej. Wynikało to z tego, że na tym brzegu uzyskiwano wyraźnie większe wyniki.Moja strategia nadal opierała się na dwóch liniach: 13-metrowej tyczce i odległościówce na 30 metrze.

 

 

Łowienie rozpocząłem od tyczki. W piątek na tym brzegu od razu po nęceniu ustawiała się ryba. Niestety tym razem w moim łowisku znów pojawiły się okonie. Po kilku wyjazdach nadzieja wróciła wraz ze złowioną płotką, ale moi przeciwnicy wyprzedzali mnie już o kilka długości. Ciekawostką był fakt, że zawodnik siedzący trzy stanowiska obok, łowił na tyczkę z 5-6 metrowym zestawem z wymachu. Chciał przechytrzyć ryby, które dopiero nachodziły na zanętę. Co ciekawe, ten manewr przynosił ładne leszcze. Obserwując te poczynania postanowiłem spróbować łowić na matchówkę, tam jednak pojawiały się same jazgarze. Wniosek był prosty - jest jeszcze za wcześnie i trzeba popracować nad tyczką. Systematyczne donęcanie poskutkowało i przyniosło mi pierwsze płocie. Jednak i tym razem ryby "siadły", a ja wróciłem do matchówki, która przyniosła mi 0,5kg leszcza. Dosłownie 2 minuty po mnie podobną rybę łowi Arek Pawlak. 

 

W drugiej i trzeciej godzinie łowiłem w miarę systematycznie. Niestety pół godziny przed końcem ryby na tyczce niemal zupełnie przestały żerować i do końca walczyłem już tylko z wędką z kołowrotkiem. Problemem staje się jednak fala, która utrudnia obserwację brań i przesuwa mój zestaw. Decyduję się na przegruntowanie zestawu nie o 10cm, jak na początku, a o 30cm i położenie krętlika na dnie. Manewr był słuszny, bo przed końcem tury udaje mi się dołowić jeszcze dwa leszczyki.

 

 

Moja niedzielna waga wskazuje 4350. Daje to 6. miejsce sektorze i 9. w klasyfikacji generalnej. To niezły wynik, bo w pokonanym polu zostawiłem kilkudziesięciu świetnych zawodników. Z drugiej strony mam jednak ogromny niedosyt. Po raz kolejny na wielkiej imprezie brakuje odrobiny szczęścia w losowaniu, które pozwoliłoby powtórzyć wynik z dobrej pierwszej tury. W moim łowieniu pojawiły się też drobne błędy, techniczne i taktyczne, z których na pewno będę wyciągał wnioski na przyszłość.

 

Same zawody oceniam jednak bardzo pozywtynie. W Kluczborku znajduje się naprawdę piękny zbiornik z ładnymi rybami. Na duży plus zasługiwała także bardzo dobra organizacja całej imprezy. Gratulacje dla zwycięzców i do zobaczenia na kolejnych zawodów Robinson Cup, już w przyszłym roku.

 

 

Dodał: ŁK, zdjęcia ŁK, Tomasz Furyk